sobota, 26 maja 2012

Kaffee und Kuchen

Meine kleine erdbeere Kuchen.


Czas w końcu zacząć wrzucić parę zdjęć z Majorki, bo tam ładnie było. Na początek jednak parę słów wstępu.

Majorka to fajne miejsce, tyle że ekstremalnie turystyczne. Okolice Palmy – stolicy Balearów – są w zasadzie jednym wielkim kurortem. Nie jest to nic złego – spacer wzdłuż morza piętnastokilometrowym bulwarem przy plaży jest nie da się ukryć maksymalnie przyjemny. Samo miasto za to ma ogromną ilość atrakcji do zaoferowania – bo i masę zabytków, i w ogóle jest tam ładnie.

Poza Palmą też jest ciekawie. Można przejechać się do Soller starym, drewnianym pociągiem, przez góry i pomarańczowe sady. Można pojechać zwiedzać jaskinie, które są, nie da się ukryć, bardzo spektakularne. Do tego można też posłuchać koncertu klasycznego nad jeziorem w jaskini. Można zwiedzać rzymskie ruiny. A można też po prostu leżeć na plaży popijając sangrię, co też czyniłem, a jakże.

Ciekawostką z okolicy, w której mieszkałem, był fakt, że najpopularniejszym daniem oferowanym przez wszystkie restauracje i nadmorskie kawiarenki było "Kaffee und Kuchen". Ceny wahały się w niedużym przedziale, niemniej jednak ta oferta była stałym punktem programu. Drugie najpopularniejsze danie to był chyba Bradwurst, na trzecim miejscu postawiłbym Wienerschnitzel. Po jakimś czasie przyzwyczaiłem się już, że w każdym sklepie zagadywano mnie po niemiecku, nauczyłem się też ładnie konwersować po hiszpańsku (– Kaffee, bitte. – Mit Kuchen? – Natürlich!).

Z niemieckich lokali najdziwniejsze wrażenie zrobił na mnie niejaki Mega Park – coś a la zruinowana gotycka katedra w stylu lepszego Las Vegas (nie wygląda bardzo plastikowo, ale kicz i tak straszliwy). To hala wielkości hali biletowej na Dworcu Centralnym, pełna ogromnej ilości niewielkich wysokich stolików, przy których Niemcy piją piwo z wielkich kufli. Na ścianach ogromne telebimy z teledyskami do bawarskiej muzyki, na niektórych stolikach tańczą skąpo ubrane dziewczęta, a podstarzała klientela macha rączkami w górze – dziwaczny widok, jak na hiszpańską wyspę, głównie z uwagi na skalę.

Zresztą wszystkich europejskich narodowości było tam pełno, no ale też nie ma się co dziwić: to jedno z wymarzonych miejsc w Europie, żeby mieć tam swój domek i sobie pomieszkiwać, szczególnie w spokojniejszym okresie życia. Ładnie, ciepło, no i morze. Szczególnie, że nie jest tam bardzo drogo. Oczywiście, knajpy są drogie jak wszędzie na zachodzie, ale sklepy już nie aż tak bardzo. Noclegi (hostel, ale z fajnym pokojem z łazienką) też bardzo spoko. Jeździć sobie można autobusem albo pociągiem (sieć kolejowa bardzo rozwinięta nie jest, ale kilka tras jest, co jak na wyspę jest ciekawe).

Wyspa jest dość malownicza, ale też bez przesady. Góry są całkiem fajne, ale nie robią takiego wrażenia jak np. na Teneryfie. Za to morze i plaże są naprawdę fajne.

Tylko zimno dość było, szczególnie woda. Dlatego ograniczyłem kąpiel do mniej więcej tego, co widać na zdjęciu ;-).


 No i na koniec morze, bo przecież jednak o morze tak naprawdę w takich wyjazdach chodzi :).






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...