poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Smoki morskie

Smoki morskie po raz pierwszy zobaczyłem właśnie w akwarium Barcelonie – świetne są te stworzenia. Potem je jeszcze parę razy obejrzałem w innych miejscach, ale zawsze warto wrócić do tych właściwych.











niedziela, 29 kwietnia 2012

Marbella

Marbella to znany kurort na Costa del Sol – fajne, klimatyczne stare miasto, ładne plaże i dużo słońca. Kilka zdjęć.















sobota, 28 kwietnia 2012

mx

Nie trzeba chyba mówić, jak bardzo warte zwiedzenia jest muzeum, do którego biletem jest tabliczka czekolady :-).



Muzeum czekolady w Barcelonie jest dość fajne. Przede wszystkim jest smaczny bilet. Informacyjnie jest gorzej niż w podobnym muzeum w Pradze, ale za to są fajne rzeźby z czekolady do obejrzenia, i jest ich całkiem sporo. Na zdjęciach, niestety robionych głównie telefonem przez szybę, jest parę fajnych rzeczy.



czwartek, 26 kwietnia 2012

Nie skończymy przecież na jednej małpie

Jeszcze kilka zdjęć małp. W końcu jak się już jedzie na koniec Europy, żeby je odwiedzić, to warto zrobić parę fotek.












środa, 25 kwietnia 2012

Gibraltar


Na Gibraltar z Barcelony jest kawałek drogi. Najpierw podróż samolotem do Malagi (jakieś 2h lotu), potem autobus do Algeciraz (prawie 3h), a potem kolejny autobus do La Linea de la Concepcion (z godzina, bo to bliska odległość, więc dużo przystanków).

Gibraltar to takie śmieszne miejsce - enklawa brytyjska w Hiszpanii.  Na dość płaskim wybrzeżu leży sobie jedna ogromna biała skała, którą widać dobrze z daleka, i która tworzy taki niezbyt wielki półwysep - i to właśnie jest Gibraltar. Po stronie hiszpańskiej przylega do niego małe miasto o długiej nazwie - La Linea de la Concepcion, do którego można się jakkolwiek z Hiszpanii dostać, i to w sumie tyle.

Z centrum La Linea do granicy jest może 300 metrów. Granica jest pełną gębą, a jakże - kontrola paszportowa, konieczność obejrzenia plakatu "Gibraltar - miasto Miss World 2009", celnicy itp. Niemniej wszystko przebiega bardzo sprawnie i strumień ludzi i samochodów płynie nieprzerwanie w obie strony. Zaraz za granicą przechodzi się przez… środek pasa startowego lotniska w Gibraltarze. Jest mało miejsca, więc tak to właśnie wygląda. Jak startuje albo ląduje samolot, to ruch pieszy i samochodowy jest na chwilę wstrzymywany (miałem okazję się załapać). A za lotniskiem kilka kroków i już się jest w centrum miasta. W sumie - jakieś 15 minut piechotą.

Piętnaście minut, ale jest się w kompletnie innym świecie. Gibraltar jest brytyjski pełną gębą. Żółte krawężniki, czerwone budki telefoniczne, charakterystyczna architektura, brytyjskie sklepy, funty jako waluta (choć wszędzie poza pocztą można płacić też w euro) - wszystko jak w każdym małym brytyjskim mieście, przy czym tu dodatkowo nagromadzone w większej ilości, bo jednak do innego brytyjskiego miasta dość daleko. Fajne to. Tylko jeździ się prawą stroną ulicy, no i pogoda zupełnie nie angielska - pełne słońce i wszędzie palmy.

Oczywiście pierwszą rzeczą, którą zrobiłem, było tradycyjne zjedzenie all day breakfast (w okolicach 16 było w sam raz). Smakuje jak na wyspach.

Gibraltar miał ciekawą historię, bo to początkowo była twierdza Maurów, ze dwa razy odbijana przez Hiszpanów, aż w końcu przejęli ją Brytyjczycy. Ślady tego widać wyraźnie, no bo jest mauryjski zamek, arabskie łaźnie, ale przede wszystkim całe miasto wygląda jak forteca. Wszędzie umocnienia, tunele obronne, co dwa kroki jakaś armata.

Samo miasto zajmuje większą część płaskiego terenu półwyspu, poza ogromnymi obszarami przemysłowymi (bo to jednak spory port) i kilkoma plażami. Reszta to wielka i bardzo spektakularna Skała (The Rock), o wysokości jakichś 400m, na której w sumie jest park. Skała jest dość stroma, wjeżdża tam kolejka linowa, a główna atrakcja to jedyna w Europie dzika populacja małp (magoty gibraltarskie), które łażą sobie tam wszędzie w dużych ilościach, skaczą po samochodach i np. włażą na głowy ludziom (ja miałem małpę na głowie, więc cel mojej podróży zaliczony!). Trzeba tylko uważać, bo czasem też kradną torebki i co tam popadnie, jak to małpy.

Nie wiadomo, czy małpy są tam od zawsze, być może ktoś je dawno temu sprowadził, ale nawet jeśli, to zadomowiły się świetnie i teraz mamy własne, europejskie małpy.

Poza tym jest też Jaskinia Św. Michała, z dość spektakularnymi stalaktytami, używana obecnie jako sala koncertowa.

Historycznie The Rock to jeden z dwóch Słupów Heraklesa (drugi jest po drugiej stronie cieśniny w Afryce), które symbolizowały kraniec antycznego świata.

Na samym końcu półwyspu jest miejsce, które nazywa się Europa Point (taki jakby koniec Europy, bo stąd do Afryki jest jakieś 20 km - po drugiej stronie cieśniny widać bardzo dobrze hiszpańską enklawę w Maroku, czyli Ceutę). A w tym Europa Point stoi… wielki meczet. Zresztą bardzo ładny.

Po mieście chodzi się bardzo przyjemnie, bo jest bardzo ładne. Dość typowo angielskie, ale z uwagi na nagromadzenie wszystkiego - bardzo ciekawe. No i fakt, że jest zbudowane na stosunkowo niewielkiej przestrzeni dodaje mu dużo uroku. Chodniki często zwężają się do uliczek, które ni stąd ni zowąd przecinają kawałek góry tunelem, a potem prowadzą dalej, itp. No i widoki na Afrykę, Algeciraz i masę statków są fajne.

Na Gibraltarze płaci się funtami, ale monety mają własne (tzn. są to po prostu dodatkowe wzory). Na bodajże pięciopensówce jest nawet małpa! Podstawowe danie, które we wszystkich lokalnych knajpach jest na pierwszym miejscu (podejrzewam, że jedynie z uwagi na turystów), to oczywiście Fish & Chips (aczkolwiek nie sprawdziłem, czy podają na gazecie).

W każdym razie - polecam, bo to bardzo interesujące miejsce. Zresztą z ciekawą też historią współczesną - UK bardzo chciałby wcisnąć Gibraltar Hiszpanii, ale ludność Gibraltaru jest właściwie jednomyślnie przeciw, i nikt w zasadzie nie wie, co z tym zrobić.


Przejście przez lotnisko – czekamy, aż wystartuje samolot.


Moorish Castle, do niedawna więzienie.

Pub.


Alameda Gardens – ogród botaniczny.

Europa Point i meczet. Widok w stronę wyspy, za plecami Afryka.

Main Street.
Magot gibraltarski, czyli nasza (unijna) małpa.

St Michael's Cave.

Małpa na głowie. Ja też taką miałem!

The Rock. Afryka w tle (tu akurat słabo widoczna).

Andora


Dawno temu Francja i Hiszpania pokłóciły się o kawałek terenu w Pirenejach. Żeby uprościć sobie życie, stworzono księstwo – a właściwie współksięstwo, bo kraj rządzony przez dwóch książąt - taki jakby wspólny. Mający pewną autonomię, ale jednak należący do obu stron. A że kraj leżał w Dolinie Andory, nazwany został Księstwem Andory.

Kraj mało kogo interesował, no bo i nic ciekawego w nim nie było. Ot, trochę gór, ciężko było tam dojechać, a i ludzi nie za wiele. Dlatego przez nikogo nie niepokojony dotrwał spokojnie do naszych czasów, nominalnie wciąż pozostając współksięstwem, ale tak realnie będąc niepodległym państwem.

No, państewkiem. Andora to w sumie chyba trzy górskie doliny na krzyż i kilkanaście miejscowości. Niezbyt dużych, bo w sumie mieszka w całym kraju jakieś 70.000 ludzi. Głowami państwa wciąż są "książę" Francji (tzn. książę Nicolas Sarkozy) i jakiś hiszpański biskup, a ustrój feudalny w końcu zniesiono już gdzieś w połowie lat 90-tych. Andora nie należy do Unii Europejskiej, ale należy do Schengen i ma euro (jak widać, można i tak), więc problemu z dostaniem się tam nie ma.

Główny przemysł Andory w tej chwili to turystyka, ale głównie taka związana z górami – narty itd. Zwiedzania tam dużo nie ma, niemniej warto zawsze zobaczyć.

Wybraliśmy się tam na całodzienną wycieczkę z Barcelony. To nie jest daleko, jakieś dwie i pół godziny jazdy, choć większość czasu jedzie się autostradą. Widoki po drodze są bardzo fajne, szczególnie jak zbliżają się Pireneje i na horyzoncie zaczynają majaczyć ośnieżone szczyty. A potem jest jeszcze lepiej, bo i wielkie jezioro w górach (z jakimś zamkiem na środku), i dużo fajnych tuneli, i bardzo urokliwe doliny.

Granica istnieje, a jakże (mimo że Schengen); w drodze powrotnej celnik nawet postanowił coś sprawdzić. Kazał wysiąść z samochodu, otworzyć bagażnik, zapytał o papierosy. Powiedzieliśmy, że nie mamy. On zapytał, czy na pewno. My, że na pewno. To możecie jechać. Fantastyczna robota, w ten sposób łapią zapewne ogromną liczbę przemytników.

Najpierw pojechaliśmy do stolicy kraju - miasta Andorra la Vella. Od granicy to niedaleko (zresztą tam wszędzie jest blisko), po drodze same salony samochodowe. Miasto - trudno powiedzieć. Ślicznie położone w górskiej dolinie, masa wąskich uliczek, tworzących niesamowitą wielopoziomową plątaninę. Niewielki kawałek starego miasta nawet ładny, bo domy z kamienia, ale mało tego - większość architektury przypomina lata 70-te (pewnie wtedy powstawała), więc dużego wrażenia to nie robi. Odcinał się od wszystkiego nowoczesny kompleks parlamentu - na początku wydawało się, że to coś w rodzaju nowego terminalu na Okęciu, dopiero potem, jak spojrzeliśmy z innej strony, okazało się, że jest tam jeszcze całkiem sporo ukrytych pięter idących w dół góry.

Drugie miejsce było znacznie ciekawsze - małe miasteczko Ordino. Śliczne, kamienne uliczki, stare budynki z przejściami na różnych poziomach, urokliwy kościółek na wzgórzu - bardzo fajne miejsce.

Do tego było jeszcze muzeum mikrominiatur (dokładnie tych samych co w Ławrze Pieczerskiej w Kijowie), dość małe górskie jezioro i… tyle.

Droga powrotna też była dość spektakularna, bo żeby nie jechać przez długi płatny tunel (5 km, 12 euro) zdecydowaliśmy się na inną trasę. Nie było autostrady, ale za to fantastyczna droga prowadząca przez dolinę rzeki - wielkie ściany skalne po obu stronach szosy, potem rzeka tworzyła rozległe rozlewiska, widowiskowe mosty kolejowe, zamki na wzgórzach, śnieg na szczytach gór… Bardzo to było ładne.

I tak to było w Andorze.


W drodze do Andory: w tle Pireneje.

I więcej Pirenejów, ale to wciąż Hiszpania.

Górskie miasteczka są bardzo malownicze.

Jedenastowieczny kościół w Andorra La Vella

Budynek parlamentu z jednej strony...

...a tu z innej.

Ordino.

Kamienne budynki, kamienne murki i góry.

Ordino.

Ordino.


Kocie wędrówki.

W Andorze żyją różne zwierzaki.

Malownicze jezioro wielkości dużej wanny.


Widok na stolicę.

To już gdzieś w Hiszpanii.




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...