poniedziałek, 27 lutego 2012

Krzywe Koło


Na Krzywym Kole mieszkałem całkiem sporo lat, w kamienicy nr 5 (to ta blisko po lewej). Mieszkanie na warszawskiej Starówce jest dość ciekawym doświadczeniem.

Przede wszystkim, co jest z pozoru dość zaskakujące, jest tu strasznie cicho. Oczywiście nie w lecie w weekendy, jak są koncerty na Rynku, bo wtedy jest oczywiście tak, że jakby te koncerty odbywały się w mieszkaniu, to by nie było większej różnicy. Za to w nocy jest jak na wsi, tylko bez dźwięków przyrody. A to dlatego, że cały ten obszar jest wyłączony z ruchu, i po prostu zupełnie nie słychać samochodów.

Zimą też jest fajnie, bo – poza weekendami – Starówka była kompletnie wyludniona. Rzadko kto się tam zapuszczał. Teraz się to chyba powoli zmienia.

Dużo ciekawych rzeczy się tam działo. Na początku, gdy się wprowadziłem, w bramie wystawione były butelki z wodą. Takie duże, plastikowe, po napojach. Napełnione wodą, stały sobie w rządkach przy ścianach. Okazało się, że to jest sposób na koty: miały powodować, że kotom odechciewało się sikać w bramie. Do tej pory nie mam pojęcia, jak to miało działać. W końcu ktoś tam zrezygnował z tego pomysłu – widać skuteczność nie była perfekcyjna.

Na Starówce oczywiście łazi dużo ludzi. Czasem ktoś po nocy sobie wrzeszczał po pijaku, ale w sumie zdarzało się to dość sporadycznie. Najgorsza rzecz, która się tam działa, to fantastyczna zabawa polegająca na wpychaniu szpilek w dziurkę od klucza do bramy. Powodowało to drobny problem: jak nie miał kto otworzyć domofonu (a tam mało ludzi mieszkało, i często np. w okolicy świąt w całej klatce nie było nikogo), nie było jak dostać się do środka.

Był to też jedyny raz, kiedy miałem w domu akwarium. Było wbudowane w ścianę, ładnie podświetlone, i nie było w nim wody. Ale poza tym wszystko było jak w akwarium.

Bardzo fajne miejsce to Krzywe Koło.

3 komentarze:

  1. historia o akwarium mnie rozbiła. Gdybyś włożył do niego jaszczurkę miałbyś terrarium ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie się tam sypiało

    OdpowiedzUsuń
  3. ...mieszkałeś na Krzywym Kole...???! Moja ulubiona uliczka na Starówce, zaraz jak tylko zostałam świeżo upieczoną, acz bardzo niechętną Warszawianką, to spacery po Starówce i Krzywe Koło ratowały mnie przed popadnięciem w całkowitą depresję z tęsknoty za moim Krakowem....depresja i tak była, ale dzięki między innymi tej uliczce jakby trochę mniejsza...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...