środa, 29 lutego 2012

Sówki!

Jakiś czas temu wrzuciłem zdjęcie sówkowej lampy z San Marino. Super była taka świecąca sowa, ale to nie San Marino jest światową stolicą sówek! Jest nią zdecydowanie Bolonia. W Bolonii sówki można spotkać na każdym kroku. Istne sówkowe szaleństwo.

Ale fajne te sówki! :-)






wtorek, 28 lutego 2012

Świt nad Nilem

Dziś, jako że jest rano, zdjęcia z poranka w Afryce. Zimowy poranek, temperatura około 20 stopni, bezchmurne niebo, bo przecież już zaraz, poza doliną Nilu, wszędzie pustynia, palmy, mgły snujące się nad wodą. Ładne kolory, prawda?




poniedziałek, 27 lutego 2012

Krzywe Koło


Na Krzywym Kole mieszkałem całkiem sporo lat, w kamienicy nr 5 (to ta blisko po lewej). Mieszkanie na warszawskiej Starówce jest dość ciekawym doświadczeniem.

Przede wszystkim, co jest z pozoru dość zaskakujące, jest tu strasznie cicho. Oczywiście nie w lecie w weekendy, jak są koncerty na Rynku, bo wtedy jest oczywiście tak, że jakby te koncerty odbywały się w mieszkaniu, to by nie było większej różnicy. Za to w nocy jest jak na wsi, tylko bez dźwięków przyrody. A to dlatego, że cały ten obszar jest wyłączony z ruchu, i po prostu zupełnie nie słychać samochodów.

Zimą też jest fajnie, bo – poza weekendami – Starówka była kompletnie wyludniona. Rzadko kto się tam zapuszczał. Teraz się to chyba powoli zmienia.

Dużo ciekawych rzeczy się tam działo. Na początku, gdy się wprowadziłem, w bramie wystawione były butelki z wodą. Takie duże, plastikowe, po napojach. Napełnione wodą, stały sobie w rządkach przy ścianach. Okazało się, że to jest sposób na koty: miały powodować, że kotom odechciewało się sikać w bramie. Do tej pory nie mam pojęcia, jak to miało działać. W końcu ktoś tam zrezygnował z tego pomysłu – widać skuteczność nie była perfekcyjna.

Na Starówce oczywiście łazi dużo ludzi. Czasem ktoś po nocy sobie wrzeszczał po pijaku, ale w sumie zdarzało się to dość sporadycznie. Najgorsza rzecz, która się tam działa, to fantastyczna zabawa polegająca na wpychaniu szpilek w dziurkę od klucza do bramy. Powodowało to drobny problem: jak nie miał kto otworzyć domofonu (a tam mało ludzi mieszkało, i często np. w okolicy świąt w całej klatce nie było nikogo), nie było jak dostać się do środka.

Był to też jedyny raz, kiedy miałem w domu akwarium. Było wbudowane w ścianę, ładnie podświetlone, i nie było w nim wody. Ale poza tym wszystko było jak w akwarium.

Bardzo fajne miejsce to Krzywe Koło.

niedziela, 26 lutego 2012

Słoń wieczorny

Z uwagi na niedzielny wieczór, który nadciągnął zupełnie niespodziewanie, proponuję Wam dziś wieczornego słonia. Wieczorny słoń powinien przynajmniej troszeczkę pomóc na to niezwykle smutne wydarzenie, którym jest nieuchronny koniec weekendu. Trzeba to jakoś przetrwać. To trudne zadanie, ale słoń też, jak widać, lekkiego życia nie ma.


Pociąg z pejzażem

Dziś jedno zdjęcie – włoski pociąg. Nawet nie wiem, dokąd był, bo czekałem na inny. Niemniej, fajne to graffiti. Skojarzyło mi się jakoś dobrze z podróżą w dziwne, ale ciekawe miejsca.

Pociągami podróżuje się mi świetnie. To znaczy nie w sytuacji, gdy jest okropnie i tłoczno, ale tak normalnie. Jest zwykle przestrzeń, są przesuwające się widoki za oknem, i jest to bardzo fajne uczucie przemieszczania się. I jeszcze taki spokój, że jest się w takim przejściowym etapie, w podróży, że się jedzie, ale też ma się czas na wszystko, zanim się dojedzie do tej końcowej stacji.


sobota, 25 lutego 2012

Mozaiki z Rawenny

Włochy są fajne, bo gdzie się nie pojedzie, to zawsze jest do obejrzenia masa zabytków z np. V w. Tak jak w Rawennie, gdzie fajnych rzeczy jest dużo (np. grób Dantego), ale przede wszystkim wrażenie robią bizantyjskie mozaiki z V-VI w. Wnętrz pokrytych tymi mozaikami jest kilka (ja byłem chyba w pięciu) i każdy z nich robi ogromne wrażenie. Czarodziejskie to wszystko: śliczne kolory, wzory niesamowite, no i w ogóle fajne te mozaiki. Jak będziecie w pobliżu, to zdecydowanie polecam.









czwartek, 23 lutego 2012

Magia pociągów

Tym razem zdjęcia z dość bliskiej podróży, bo na nieczynny dworzec Warszawa Główna, czyli do Muzeum Kolejnictwa. Jak ktoś nie był to polecam, bo to super miejsce: ludzi nie za dużo, spokój, a za to sporo ogromnych parowych lokomotyw, pociąg pancerny, no i trochę fajnych makiet kolejowych. A stare pociągi warto obejrzeć, bo koleją w Polsce, jak wiadomo, czym dawniej tym szybciej się jeździło.

Mnie za to najbardziej podobają się kolory (przede wszystkim ślicznie zielone lokomotywy!), nity i różne rurki. W zasadzie można tam się wybrać wyłącznie po to, żeby właśnie je obejrzeć.










środa, 22 lutego 2012

Wrocław o poranku

Trochę znów zaczynam bywać we Wrocławiu. Może będzie kilka okazji, żeby porobić tam zdjęcia. A na razie taki tam Wrocław o poranku z okna hotelu.


wtorek, 21 lutego 2012

Na włoskim targu

Lubię szwendanie się po targach z produktami spożywczymi. Tzn. nie zawsze i wszędzie oczywiście, ale np. we Włoszech takie targi są super. Warzyw jest dużo i wszystkie wyglądają tak, że ma się ochotę od razu wszystko zjeść. Nie dość, że wyglądają smacznie, to jeszcze zwykle są ładnie wyłożone. Podobnie zresztą smakowicie wyglądają warzywa i owoce w Azji, bo też są inne, ciekawe, kolorowe.

A dziś takie tam zimowe karczochy i gruszki. Na kolorowo.




poniedziałek, 20 lutego 2012

Wyróżnienie (dla mnie chyba za niepisanie!)

Ostatnio jakoś nie wychodzi pisanie. Nawet wrzucanie zdjęć nie wychodzi, bo zdjęcia są, wycieczki w sumie też były, ale jednak zwykle wypada coś napisać, a pisać jest jakoś w tym roku ciężko. Z wielkim trudem udało się wrzucić ptasiory, ale to tylko dlatego, że ptasiory – wiadomo – bardzo chciały w końcu polecieć.

Dlatego też bardzo miłym zaskoczeniem było otrzymanie wyróżnienia ONE LOVELY BLOG AWARD, i to nie od byle kogo, tylko od prawdziwego Czerwonego Kapturka z Ciemnego Lasu, albo też Skrzydlatego Kota :-).

Ale super, dzięki! Fajnie, że komuś się tu podoba.

No a teraz trudniejsze rzeczy. Bo z otrzymaniem wyróżnienia przychodzą obowiązki.

Pierwszy z nich to napisanie siedmiu rzeczy o sobie. Nie wiem, czy o mnie da się aż tak dużo rzeczy powiedzieć, ale spróbujmy:
  1. Lubię Muminki i truskawki. Nie wiem jeszcze, jak się truskawki z Muminkami łączą, ale pewnie jakoś się łączą. Na podstawie pewnych badań przypuszczam wręcz, że gdy Muminki napełniają się igliwiem, żeby wygodnie przespać zimę, nie zapominają wcisnąć gdzieś w to igliwie przynajmniej jednej truskawki.
  2. Bardzo lubię śpiewać, choć strasznie fałszuję, co wiedzą dobrze moi koledzy, którzy grają ze mną w różne Guitar Hero i Singstary. Niemniej sprawia mi to wyjątkową frajdę i w zasadzie od razu czuję się szczęśliwy. Podobnie zresztą jest z tańczeniem.
  3. Zostało mi jeszcze aż 18 krajów i terytoriów europejskich do zwiedzenia. To strasznie dużo, a przecież Europę mam zwiedzoną zdecydowanie najbardziej. I to nawet nie sięgając jakoś daleko na wschód na rubieża Europy, gdzie pewnie jeszcze coś by się znalazło. Te kraje/terytoria to: Albania, Andorra, Bośnia, Chorwacja, Cypr, Czarnogóra, Gibraltar, Guernsey, Islandia, Isle of Man, Jersey, Liechtenstein, Luksemburg, Macedonia, Malta, Mołdawia, Słowenia, Wyspy Owcze. Jak ktoś ma ochotę wyskoczyć ze mną na wycieczkę weekendową w którekolwiek z tych miejsc, to niech koniecznie daje znać.
  4. Wolę kisiel od budyniu. Szczególnie oczywiście podobają mi się kiśle barwiące język, ale to przecież oczywiste. Najlepsza rzecz na świecie swoją drogą to była galaretka skrobiowa, takie coś prawie jak kisiel, ale inne w smaku. Niestety już zupełnie tego nie ma.
  5. Mieszka u mnie w domu dużo trolli. Naprawdę. Najwięcej z nich siedzi – wiadomo – na krzaku. Strasznie zwykle rozrabiają jak wyjdę i potem jest bałagan. Nic się nie da na to poradzić.
  6. Uważam, że mężczyźni są płcią poszkodowaną, bo wszystkie ubrania, które można kupić są szare albo w jakieś głupie serki, kratki i kara. Nie ma fajnych rzeczy w jakieś porządne ładne wesołe kolorowe kwiatki. Może poza hawajskimi koszulami, ale niestety u nas pogoda delikatnie mówiąc nie zawsze pozwala w nich chodzić.
  7. Moje niebywałe życiowe lenistwo sprawia, że bardzo bym chciał, żeby w końcu zadziałał efekt cieplarniany i morze podeszło pod Warszawę. Wiem, byłoby ciężko, ale bardzo bym chciał mieszkać nad morzem, a jakoś z trudem mi idzie przenoszenie się gdziekolwiek…
Uff, jakoś to poszło.

Teraz pozostaje przesłać nagrodę dalej. Wobec tego wybieram blogi (w kolejności alfabetycznej):
  • Daję radę Agaty, bo niesamowicie jest patrzeć, jak prosto, lekko, ładnie i celnie można pisać o swoim życiu.
  • Wrong side of the camera Natalii, bo są świetne foty i to jeszcze do każdej dołączona historyjka!
  • Zniekształcenie poznawcze Piotrka, gdzie jest tak ładnie napisane o półwirtualnym świecie, w którym ostatnio wszyscy żyjemy.
No i na koniec, cytując Kasię: osoby wyróżnione, jeśli mają ochotę, mogą wyróżnienie przyjąć i mają za zadanie: napisać od kogo je otrzymali, napisać 7 rzeczy o sobie, wyróżnić kolejne, zasługujące na to osoby.

Dzięki!

Ptasiory




niedziela, 19 lutego 2012

Kurort po sezonie

Rimini zimą. Kilometry zamkniętych sklepów, knajp i sam nie wiem jakich przybytków. Ogromna pusta plaża, bardzo zimne morze i jeszcze zimniejszy wiatr. I palmy opatulone sweterkami, śpiące, czekające na wiosnę.

Sam kurort dziwny taki bez ludzi, ale nad morze dobrze było trafić. Ślicznie tam.









poniedziałek, 13 lutego 2012

San Marino

Pierwsza wycieczka w tym roku była do zupełnie nowego kraju, czyli San Marino.

Co to w ogóle jest San Marino? Niby każdy wie – takie włoskie miasto-państwo. Ale to strasznie ciekawe miejsce: nieduże średniowieczne miasteczko na bardzo wielkiej górze. Zabytkowe i bardzo malownicze.

Poza tym to najstarsza republika na świecie. Kraj założony w 301 r., od XIII w. jest demokratyczny. Ustrój wiele się od tego czasu podobno nie zmienił. No i cały czas od tego IV w. jest w zasadzie niepodległy (ale to zrozumiałe, komu by tam się chciało włazić na tę górę).

Co ciekawe, San Marino nie jest członkiem UE, ale walutą jest tam oczywiście euro, no i jest w Schengen, więc problemu nie ma. Ach, no i kluczowa sprawa - mieszka tam jakieś może 30000 ludzi. Tak właśnie - w całym kraju. Fajnie, prawda?

Co więcej, wcale to nie jest tak, że wszyscy utrzymują się głównie z turystyki. Aczkolwiek miasto wygląda maksymalnie turystycznie, jak należy się spodziewać. Weszliśmy sobie do sklepu, gdzie miejscowy sprzedawca zupełnie płynnym polskim opowiedział nam o różnych suwenirach. Mówił podobno tak samo dobrze w całkiem sporej liczbie języków, no bo takie czasy - tak trzeba. Fajnie.

A widoki z Monte Titano są super.

Tak wyglądają Włochy z góry.
To może nie jest najlepszy przykład, ale fajnie było tam zobaczyć kwitnące kwiatki w styczniu.

Malowniczo i spokojnie.

Przed wojną doprowadzono na górę pociąg, tyle że potem linia (i liczne tunele) uległy zniszczeniu.
Nie wiem, czy to jeszcze terytorium San Marino, czy już raczej Włochy, ale może to kawałek tej linii?

Ciekawe, jak to jest, mieszkać na mieście z widokiem na wszystko.

Sówki okazały się być we Włoszech (i w San Marino też) niezwykle popularne. No ale kto się oprze sówkom, szczególnie jak świecą?

Koniec San Marino z jeszcze innej strony (hdr).

I jeszcze jeden koniec. Bo bardzo mi się podobały te wieżyczki.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...