sobota, 25 września 2010

Moskiewskie dworce

Kolej wciąż sprawia wrażenie arterii życiowej Rosji. Jadąc pociągiem przez kraj mija się niezliczone stacje, z ogromną ilością infrastruktury kolejowej, budynków, lokomotywowni, torów, rozjazdów, obrotnic; na każdej stacji dziesiątki, jeśli nie setki cystern, wagonów wypełnionych węglem, drewnem. Pomiędzy stacjami - grupki ubranych na pomarańczowo kolejowych pracowników, którzy zwykle siedzą lub stoją obok torów (ani razu nie widziałem takich, którzy by coś robili), no i mijane pociągi - głównie oczywiście towarowe, długie, potężne. Skala jest ogromna.

I wszystko zaczyna się w Moskwie. Stolica posiada dziewięć dworców kolejowych. I nie są to jakieś tam dworce podmiejskie, leżące na tej samej linii. Po prostu pociągi w różnych kierunkach odjeżdżają z różnych dworców, a kierunków jest dużo, bo Rosja to wielki kraj. Nie byłem na wszystkich dworcach, ale te, na których byłem, są monumentalne. Wszystkie z XIX wieku, może początku XX, gdy kolej była symbolem nowoczesności, a potem - szybkości rozwoju socjalistycznego przemysłu. Ogromne hale dworcowe, bogato zdobione. Piękne poczekalnie - te lepsze, dodatkowo płatne, wyposażone w skórzane kanapy, zdobione kryształowe żyrandole, stiuki, freski.

Czasem, żeby przejść z dworca na dworzec, trzeba przejechać metrem, ale nie zawsze - na Placu Komsomolskim są bodaj trzy dworce, jeden przy drugim. Z każdego pociągi odjeżdżają w inną stronę.

W Moskwie wszystkie te elementy sieci komunikacyjnej - dworce, metro - nigdy nie są ze sobą połączone. Żeby przejść z metra na dworzec, trzeba wyjść na zewnątrz przez specjalny pawilonik metra, rozejrzeć się, zobaczyć wszechobecne „pałace kultury”, wejść do przejścia podziemnego pod ulicą (zdarzają się takie, które mają dziesięć pasów w jedną stronę, więc przebieganie raczej nie wchodzi w grę), wyjść na zewnątrz, przejść obok jakiegoś pomnika socjalistycznej pracy, przecisnąć się obok ludzi sprzedających zupełnie wszystko, co sobie można wyobrazić, z jakichś szczęk, obok budek z jedzeniem, sklepików, a także grupek na krótko podgolonych, ubranych na czarno kolesi, którzy przekazują sobie jakieś podejrzane telefony komórkowe, wreszcie obok siedzących na murku dresów rozpijających wódkę, rzędów meneli, którzy nie robią absolutnie nic, tylko patrzą na przechodzących, i dopiero można wejść do monumentalnej hali dworcowej - z jej masywnymi kryształowymi żyrandolami, wielkim popiersiem Lenina i obowiązkową tablicą upamiętniającą radzieckich żołnierzy poległych w czasie drugiej wojny światowej.

Chyba, że ma się więcej czasu. Wtedy można przejechać się metrem i odwiedzić np. świecącego Lenina w jego mauzoleum, przejść się po pokrytym wielkimi billboardami reklam Placu Czerwonym, albo nawet wejść na Kreml, choć to mnóstwo łażenia, a zimno.

Pociągi jadące na Daleki Wschód, czyli transsyberyjskie, odjeżdżają z różnych dworców, bo w różny sposób pokonują europejską część Rosji. Można jechać trasą południową przez Kazań, centralną przez Władimir, albo północną przez Jarosławl.

Nasz pociąg nr 340 jedzie na północ, więc odjeżdżamy z Dworca Jarosławlskiego. Ten akurat ma różne syberyjskie i arktyczne motywy - obrazy, płaskorzeźby. Pasuje.

Moskwa-Irkuck, 10 września


Dworzec Białoruski - perony, ludzie, siatki.

Dworzec Leningradzki.

Dworzec Leningradzki z placu Komsomolskiego.

Zegar astrologiczny na Dwocu Kazańskim.

Dworzec Kazański - poczekalnia.

Dworzec Jarosławlski.

Dworzec Jarosławlski - wnętrza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...