poniedziałek, 27 września 2010

240 na Daleki Wschód

Na dworzec w Irkucku docieramy nieco za wcześnie, więc musimy sobie poczekać - wybieramy „poczekalnię podwyższonego komfortu”. To taka niewiele płatna, ale za to bardzo ładna (i praktycznie zupełnie pusta) sala. Zdecydowanie warto.

Wsiadamy do pociągu nr 240. To jest pociąg pospieszny, w przeciwieństwie do 340, który był osobowy, i jeszcze na dokładkę jedzie z Moskwy do Władywostoku, czyli robi całą trasę. Poza tym - mamy klasę drugą, a nie trzecią.

Druga klasa wygląda tak, jak sypialny u nas - są czteroosobowe, zamykane przedziały. Czy jest fajniej niż w trzeciej? Sam nie wiem. Z jednej strony na pewno spokojniej. Z drugiej - wagon jest starszy, nie ma takiej cyrkulacji powietrza, więc jest po prostu przy tych temperaturach zimniej - w nocy wieje przy oknie dość zimny wiatr. No i są dużo brudniejsze szyby, więc zdjęcia przez okno odpadają już całkowicie, a szkoda. Bo widoki są niesamowite.

Niemniej powrót do pociągu powitałem z jakąś taką ulgą: człowiek się jednak przyzwyczaja do takiego magicznego czasu podróży; po tych kilku dniach przerwy już mi tego brakowało.

Ruszamy z Irkucka wzdłuż Angary, potem pociąg wjeżdża w góry, prosto w stronę Sludjanki, skrótem zastępujacym zatopiony fragment Kolei Wokółbajkalskiej. Niestety wyjazd był wieczorem, więc nad jezioro dojeżdżamy już w nocy, a że pociąg jedzie brzegiem jeziora jakieś 200 km, byłby to pewnie niezły widok w dzień.

Niemniej jednak i dalej nie jest gorzej. Drugiego dnia jedziemy przez Góry Jabłonowe, górską doliną, obok pociągu wije się rzeka. Mijamy najwyższy punkt na trasie - 1040 mnpm. Te obszary są kompletnie dzikie. W tych okolicach mieszka największa liczba spośród kilkunastu syberyjskich mniejszości narodowych, miasta są rzadko, a reszta to tajga i góry. Dojeżdżamy do Czity, na placu dworcowym wzbija się w niebo wielka katedra. Minus taki, że na stacjach tym razem jakoś nie ma pierożków, trzeba się stołować w wagonie restauracyjnym - z tym że tutaj jest całkiem dobre jedzenie.

Wieczorem drugiego dnia docieramy do Kuengi. Tu zaczyna się jeden z ostatnich odcinków trasy - Kolej Amurska, ostatni fragment Transsybu ukończony dopiero w roku 1916. Wcześniej do Chabarowska pasażerowie docierali parowcem.

Trzeciego dnia jeszcze bardziej odludne rejony, jest też chłodniej. W zimie temperatury spadają tu do −62 stopni, teraz na szczęście jest cieplej. Wyjeżdżamy z Syberii. Tutaj zaczyna się rosyjski Daleki Wschód - ogromny obszar, ciągnący się głównie na północy, jeszcze hen hen aż po Alaskę. Odstępy między stacjami - jeszcze większe, wielogodzinne.

Jakoś tutaj właśnie skończyłem czytać Lód. Podchodziłem do tej książki dwukrotnie, pierwszy raz jakoś dwa lata temu - wtedy doczytałem do jakichś trzech czwartych, ale chciałem jednak skończyć. Lód, którego znaczna część dzieje się właśnie w transsyberyjskim pociągu, czyta się jadąc tym pociągiem bardzo, bardzo fajnie.

Bo w ogóle czytanie książek w długiej podróży jest trochę magiczne. Podróż - oczywiście odpowiednio długa - to rzeczywistość trochę nieprawdziwa. Normalne życie jest gdzieś tam daleko za mną, a w drodze się jednak głównie ogląda. Nie jestem częścią świata, który zwiedzam; jestem tylko obserwatorem - to trochę jak oglądanie telewizji, tylko oczywiście dużo bardziej realne. Ale mam kontakt ze znajomymi, którzy żyją normalnym życiem, jakby kontynuacją tego, co się pozostawiło za sobą. I jeszcze książka… To w sumie trzy światy, trzy życia przeżywane równolegle, każdy zupełnie inny, ale każdy w pewnych chwilach jednakowo realny. Tak było, gdy czytałem „The God of Small Things” Arundhati Roy gdzieś w Malezji - niesamowita książka, bardzo emocjonalnie wciągająca. Tak było też tutaj, przy czym z Dukajem miałem o tyle ciekawie, że akurat tak się składało, że moja podróż Transsybem szła bardzo równo z podróżą w książce. Mijałem te same stacje, co bohater, w podobnym czasie. Oczywiście nie podróżowałem wagonem Luksu, ale cóż, różnica może i nie tak wielka. Strasznie to było fajne.

Czwartego dnia rano dojeżdżamy do Birobidżanu - na budynku stacji nazwa napisana po żydowsku. To miasto to nieudany eksperyment Stalina stworzenia tu takiego dalekowschodniego radzieckiego Izraela. Trzeba powoli zbierać się do wyjścia, bo niedługo już dla nas koniec tego etapu podróży. Czas zmienia się po raz kolejny, teraz już mamy 7 godzin różnicy w stosunku do czasu moskiewskiego, czyli GMT+10.

A potem już blisko - przejeżdżamy przez naprawdę długi most na Amurze - ma 2,6 km. Zresztą tu ciekawostka - pod Amurem w czasie drugiej wojny światowej przeprowadzono tunel kolejowy o długości 7 km; w tej chwili jednak przez tunel jeżdżą wyłącznie pociągi towarowe.

W okolicach jedenastej dojeżdżamy do Chabarowska.

Irkuck - poczekalnia podwyższonego komfortu. Pokój biały.
Pokój niebieski. 
Pociąg nr 240 na stacji w Irkucku.
Nasz pociąg wjeżdża na stację.
Angara widziana przez brudne i porysowane okno. Niewiele dało się z nim zrobić.
Szklanki - tym razem z motywem rolniczym.

Drugi dzień podróży - okolice miasta Chiłok.

Przez szybę wszystkie krajobrazy są żółte.
Rzeka Ingoda.
Dworzec w Czicie.
...i jeszcze wspomniana katedra.
Wagon kupe, czyli drugiej klasy.
Ja w przedziale. 
Góry Jabłonowe. 

Wagon restauracyjny. Mniej nowoczesny wystrój niż w poprzednim pociągu, ale jedzenie lepsze.
Syberyjska Korona i Brzeg Bajkału to póki co moje dwa ulubione rosyjskie piwa. 



Jedna z dziwaczniejszych stacji na trasie - Jerofiej Pawłowicz - nazwana tak na cześć
syberyjskiego podróżnika Jerofieja Pawłowicza Chabarowa.
Nazwa Chabarowsk też pochodzi od jego nazwiska.
 
Niestety, parowozy wyszły z mody. 
Amur - jedziemy ponaddwuipółkilometrowym mostem.
Rosyjskie cysterny. Pewnie z wódką.
Dworzec w Chabarowsku.
Chabarowsk - dworcowe wnętrza.
(część zdjęć: Anna Sosnowska)


340 Irkuck-Chabarowsk (ważniejsze stacje, czas moskiewski):
Dzień 1: ИРКУТСК ПАСС. 14:52
Dzień 2: УЛАН УДЭ 22:19 - ХИЛОК 04:22 - ЧИТА 10:25 - КАРЫМСКАЯ 12:47
Dzień 3: ЧЕРНЫШЕВ ЗАБАЙКАЛЬСКИЙ 18:28 - МОГОЧА 00:15 - АМАЗАР 02:07 - ЕРОФЕЙ ПАВЛОВИЧ 04:21 - МАГДАГАЧИ 11:18 - ТЫГДА 12:32
Dzień 4: БЕЛОГОРСК 17:15 - ОБЛУЧЬЕ 23:03 - ХАБАРОВСК 04:01

3 komentarze:

  1. To czytanie Lodu w Trassibie, to trudno będzie przebić :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy12/2/12 01:33

    Hej,
    Te cysterny sfotografowane na stacji w Chabarowsku (Chabarowsk 1) nie sa z wodka, tylko z produktami chabarowskiej rafinerii OCA Alliance. Pozdrowienia z Dalnowostocznoj. Krzysiek.

    OdpowiedzUsuń
  3. syberyjska korona to browar z ukrainy ;]

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...