sobota, 8 maja 2010

O błękitnookich węgorzach

Jakiś czas temu, gdy na Polinezji było nieco mniej Francuzów niż obecnie, pierwszy węgorz przemierzył góry, żeby przedostać się z Arue na północy Tahiti do Mataiea na południu. Trochę się namęczył, wijąc się po stromych skalnych zboczach, bo góry na Tahiti są wysokie, tak ponad 2 km, więc jak już zsunął się wycieńczony po południowej stronie, to zupełnie nie miał sił, żeby wrócić. Wiadomo - wspinaczka wysokogórska to raczej nie dla węgorza zajęcie. Znalazł sobie więc fajną rzekę, poleżał tydzień na dnie, żeby odpocząć, a potem pływał sobie w górę i w dół. Bardzo długo tak pływał i nieco mu się zaczęło nudzić. Zaczął się więc rozglądać. I tak przyuważył piękną pannę z Mataiea. "Ale by była heca", pomyślał sobie węgorz, "jakbym ją poślubił!". Jak pomyślał, tak zrobił. Było mnóstwo plusku, ale wszystko się udało i stąd na Tahiti, Raiatea i Huahine są teraz błękitnookie węgorze.


Nie każda jednak chce poślubić węgorza. Wiadomo, śliskie to nieco stworzenia. Księżniczka Hina, córka słońca i księżyca, która była tak piękna, że jej ciało błyskało światłem, została na przykład nieźle urządzona przez swoich rodziców, ci bowiem zaręczyli nieboraczkę z królem jeziora Vahiria. Król to oczywiście dobra partia, ale nie wtedy, gdy jest wielkim starym śliskim węgorzem, prawda? Hina była bardzo nieszczęśliwa i długo rozpaczała, a gdy termin ożenku nieuchronnie nadszedł, uciekła. Biegła bardzo długo, tak długo, że aż obiegła wyspę pięciokrotnie, aż w końcu schroniła się u wielkiego Maui, który zajmował się majstrowaniem przy słońcu, żeby dobrze wschodziło i zachodziło. To trudna i niewdzięczna praca, ale wymagająca niezwykłych umiejętności. Wiadomo więc, że taki specjalista potrafi poradzić sobie z każdym zadaniem. Maui był trochę zajęty, bo jednak dobrze wschodzące słońce to podstawa udanego dnia, ale w końcu uległ płaczom dziewczyny i postanowił coś poradzić. Wyszukał w swojej niemałej kolekcji naprawdę wielgachny haczyk, nadział na niego pokaźną makrelę z wieczornego połowu i zarzucił w głębię jeziora Vahiria. A potem poszli z Hiną czekać na klifie. Pan młody nadpływał powoli, z ładnie zaczesanymi do tyłu płetwami. Ale cóż - węgorz, nawet jeśli jest królem, to wciąż tylko ryba; gdy tylko zauważył wielką smakowitą makrelę, natychmiast połknął przynętę, a potem sprawy potoczyły się już szybko: został wyciągnięty na brzeg, a Maui odciął mu głowę. Zapakował rybi łeb w kawałek tapa i dał go Hinie, mówiąc przy tym, żeby nie odkładała paczki, zanim nie dotrze do domu, bo jest bardzo, ale to bardzo wartościowa. Hina jednak, jak to kobieta, już za pierwszym zakrętem ścieżki spotkała kumoszkę i musiała opowiedzieć jej wszystko, a wiadomo, że najwygodniej się pokazuje, jak wielgachny był hak, gdy się odłoży wielką nieporęczną paczkę. To też Hina uczyniła. Tapa się odwinęło, głowa się wytoczyła i natychmiast zapuściła korzenie w ziemi. Tak powstał pierwszy kokos.

Dlatego też każdy kokos przypomina nieco łeb węgorza - jak się przyjrzeć, to są tam wgłębienia na oczy i pysk. Oczy zresztą przydają się kokosowi, bo gdy orzech spada z drzewa, wskazują mu drogę.


Węgorzy się nie je na Polinezji. Pełnią ważną rolę, oczyszczając rzeki, dzięki czemu woda jest zawsze pitna. Kokosy są oczywiście jeszcze ważniejsze, bo na wielu wyspach, gdzie nie ma rzek, to jedyne źródło wody pitnej, poza deszczówką.

Węgorzy się nie je, ale za to karmi się je makrelą z puszki, dzięki czemu są ospałe i praktycznie udomowione. Trzeba za to przyznać, że bardzo lubią swoją makrelę.


5 komentarze:

  1. Lubię ten nienarzucający się absurd jackowych wpisów z podróży :-) No i moje postrzeganie kokosów zmieniło się całkowicie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepiękna historia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ładna historyjka. I uważaj na kokosy - są groźniejsze od rekinów zgodnie ze statystyką.

    OdpowiedzUsuń
  4. skoro grozniejsze od rekinow, to Hina miala szczescie, ze nie posluchala rady i nie rozpakowala tej niebezpiecznej paczki dopiero w domu (wiadomo, ze w domu dzieje sie najwiecej tragedii, a wszystko dlatego, ze zbyt czesto slucha sie starszych majsterkowiczow)

    OdpowiedzUsuń
  5. @Garnek - teraz będą mieć taki rybi posmak, nie? ;-)
    @Szczur - ja to myślę, że najbardziej mordercza jest sama statystyka. Bez niej nic nie byłoby groźne ;-) A rekiny w ogóle nie są tutaj groźne.
    @Edyta - ja tam nie wiem, nie wiem czy takie śmiecenie gdzie popadnie jest aby najwłaściwsze ;-)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...