czwartek, 6 maja 2010

Księżyc nad Pacyfikiem


Tak wygląda księżyc nad Pacyfikiem. Słońce zachodziło, a księżyc wschodził - wielki, pełny i bardzo, bardzo jasny. Ładny, prawda?

Zmrok zapada tu szybko. Głównie dlatego, że jak się jest w miejscu, w którym nie ma świateł miasta, szybko robi się naprawdę ciemno. Oczywiście zwykle nie całkowicie ciemno, bo jest księżyc i gwiazdy, ale jednak to nie jest jak w miejscach, do których jestem przyzwyczajony, gdzie nawet jeśli jest się w ciemnej okolicy, to i tak łuna miasta sprawia, że niebo nie jest naprawdę czarne. Tutaj jest zupełnie całkowicie czarne, pomijając oczywiście wielki księżyc i zupełnie obce gwiazdozbiory południowego nieba. Swoją drogą za każdym razem, gdy tu spojrzę w niebo i widzę zupełnie inne gwiazdy niż te, do których jestem przyzwyczajony, czuję niepokój. A przecież nie znam nawet dobrze naszych gwiazd...


Tu po zmroku byłoby dość przyjemnie, gdyby nie insekty. Z jednej strony chciałoby się wtedy posiedzieć na dworze, bo akurat temperatura jest w sam raz - słońce wreszcie nie pali - ale za to pojawiają się komary i wszelkie inne owady, niektóre całkiem spore, a naprawdę dużo z nich gryzie. Szczególnie jak się włączy światło - wtedy zlatują się ich całe chmary i to już koniec. Czyli dość trudno czytać książkę przy lampce na dworze po zmroku. Na szczęście jest na to sposób: trzeba sobie znaleźć jaszczurkę.

Bo tu jest bardzo dużo jaszczurek. I zwykle jak się zapali światło, to kilka się natychmiast zjawia. Siedzą sobie na suficie w pobliżu lampki i co chwila coś zjadają. Wystarczy siąść pod co większą jaszczurką i ma się w miarę spokój.

Szkoda, że jaszczurki są takie płochliwe. Najfajniej by było się nimi obłożyć.

1 komentarze:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...