poniedziałek, 10 maja 2010

Bora Bora

Bora Bora to chyba najbardziej spektakularna z Wysp Towarzystwa. Po obejrzeniu w pełni zgadzam się z tym, że jest uznawana za jedną z najpiękniejszych lagun na świecie (bo to ona zwykle na wszystkich zdjęciach pełni rolę rajskiej tropikalnej wyspy Południowego Pacyfiku).


Sam przylot jest niezwykle widowiskowy. Samolot leci nad całą wyspą, więc przez okna widać z góry otaczającą ją przepiękną lagunę, mieniącą się wszystkimi odcieniami turkusu i błękitu. Przelatujemy nad białymi plażami, rzędami palm, drewnianymi domkami na palach na lagunie (to hotele), górami; nad oceanem o stu odcieniach błękitu.





Lotnisko jest na motu, więc natychmiast trzeba przesiąść się na prom, który płynie do głównego miasta - Vaitape - tyle że płynie dość długo, więc jest to taka darmowa wycieczka po lagunie.



Kolory są absolutnie fantastyczne. Ocean jest tu niemalże tęczowy - od złotawego lazuru po głęboki turkus i granat. Wysokie góry w tle porośnięte tropikalnym lasem, na brzegu koralowy biały piasek i palmy kokosowe, piękne słoneczne błękitne niebo… cudownie.

Bora Bora jest ewidentnie turystycznym centrum PF. To tu są wszystkie pięciogwiazdkowe hotele, tu jest zdecydowanie najdrożej, ale i najbardziej (poza Tahiti) rozwinięta infrastruktura turystyczna (co objawia się głównie tym, że w najmniej spodziewanych miejscach, w krzakach, można spotkać dystrybutor coca coli).





Ja na Bora Bora oddałem się patrzeniu - na ocean, na lagunę, na kolory. Tak sobie myślę, że na tutejsze laguny mógłbym tak sobie na tę lagunę patrzeć chyba dowolny czas. Jest tu absolutnie przepięknie.

Przez cały w zasadzie dzień ocean ma piękne kolory: w miejscach płytszych jest żółto-lazurowy, w głębszych ciemnoturkusowy, a do tego są jeszcze wszystkie odcienie pomiędzy. Woda często jest tak jasna, że sprawia wrażenie, jakby świeciła. Wszystko to doskonale uzupełnia się z białym piaskiem plaży, niesamowicie intensywną tropikalną zielenią wokół i błękitem pogodnego nieba. Niesamowite jest też, jak te kolory się zmieniają w ciągu dnia. Wieczorami można cieszyć się subtelniejszą paletą barw: niebo jest różowo-fioletowawe, a turkusowo-fioletowy ocean płynnie zlewa się z żółtawą plażą. Poranki z kolei są domeną kontrastów: stalowoszary ocean, karmazynowo-czarne chmury na niebiesko-kremowo-fioletowym niebie.







Przyroda jest tu wspaniała: nie ma tu zbyt wiele plaż (na całej wyspie jest chyba jedna, ale ja właśnie przy niej mieszkam), ale nachylają się nad nią palmy o niesamowicie długich i wykrzywionych pniach. Te palmy wyglądają, jakby za chwilę miały się przewrócić - świadczy zresztą o tym to, że zawsze mam wrażenie, że właśnie korzenie wyrwały się z ziemi i teraz sobie wiszą w powietrzu, balansując na cienkiej linie przed upadkiem. Ale nie, jednak chyba całkiem sobie dobrze radzą. W tle - skaliste, prawie kilometrowe góry.

Zdecydowanie niesamowite miejsce. Choć ja chyba wolę te wyspy, gdzie jest znacznie mniej ludzi...


2 komentarze:

  1. ale turkusowo!!! i nawet z góry jeszcze ładniejsze niż z boko-środka... super by było mieszkać nad tą wyspą np. w balonie albo szybowcu i tylko czasem tak sobie nurkować do wody albo na świeże tropikalne śniadanko! oj, rozmarzyłam się!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zachwyt, zachwyt..zachwyt!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...