piątek, 26 marca 2010

Slumsy Rio


Przez chwilę zastanawiałem się, czy wrzucać właśnie te zdjęcia na sam początek, ale pomyślałem sobie, że to przecież wszystko jedno: na świecie są rzeczy ładniejsze i brzydsze, i warto wiedzieć, jak wyglądają i jedne i drugie.

Favela to taki brazylijski slums - dzielnica nędzy. Do tej pory mój jedyny kontakt z nimi to były zdjęcia Yanna Arthus-Bertranda. Favele Rio - skądinąd zupełnie normalnego wielkiego miasta - nietrudno zauważyć, bo są często osadzone na wzgórzach, wśród których położone jest miasto. Strome skarpy są uważane za niebezpieczny teren (ziemia się czasem osuwa), więc nie powstają tam normalne osiedla, wobec czego to świetne miejsca na nielegalne budownictwo. No i rzeczywiście, favele są wszędzie - jest ich w Rio podobno około tysiąca, a największa z nich - Rocinha - ma 200.000 mieszkańców. Są to dziwne miejsca - składają się z tysięcy narosłych na siebie małych barakopodobnych budyneczków, zwykle nie wykończonych, więc dość obskurnych, połączonych plątaniną wąskich ścieżek i schodów. Gdy się tam jest, bardziej to przypomina arabską medinę niż europejskie miasto - ciekawe, może to po prostu naturalniejszy sposób budowy miasta.

Infrastruktura miejska w favelach jest bardzo prowizoryczna. Wszędzie ciągną się jakieś kable i rury, ale wszechobecne też są rynsztoki (takie normalne, we wgłębieniu w chodniku) i ogromne hałdy śmieci pod nogami. W zasadzie chyba niektóre budynki są zbudowane na takich hałdach.

Kiedyś favele - jako obszary nielegalnego zasiedlenia - były pozbawione prądu, ciepłej wody, szkół itp. Oczywiście prąd i tak dało się kraść, więc nie było tak całkiem źle. Teraz jest inaczej, ale prąd wciąż się kradnie (mimo że z pozoru są liczniki). Taka kultura. Swoją drogą - dwustutysięczne miasteczko nie płacące za prąd - brzmi jak utopia.

Niemniej jednak wygląda to wszystko porażająco. Małe przestrzenie, niesamowity brud, drzwi do domów otwarte, wszystko niepokojąco inne niż w "normalnym" mieście. A jednak jest to zwykły kawałek miasta - są tu sklepy, knajpy, mieszkania, szkoły; dzieci się bawią na podwórkach, ludzie oglądają telewizję, nudzą się, pracują. I pewnie właśnie przez to, że to jest kawałek normalnego, "zachodniego" miasta, robi to tak duże wrażenie.

Favele są często kontrolowane przez handlarzy narkotyków. Nie wszystkie, bo rząd z tym walczy, ale sporo. Dlatego pełno tam nieco dziwnych ludzi z bronią (bynajmniej nie są to policjanci). Spotyka się też miejsca strzelanin, ze śladami po kulach. Tyle że oczywiście to nie jest tak, że trwa tam cały czas wojna - ludzie żyją sobie normalnie, nawet w miarę bezpiecznie (w końcu zawsze ktoś zapewnia bezpieczeństwo, nieważne czy to dobrzy czy źli).

Ach, oczywiście nie poszedłem na spacer po faveli sam. Wybrałem się na wycieczkę z przewodnikiem. Podobno można sobie tam łazić, bo jeśli akurat nie ma strzelaniny z policją, to jest bezpiecznie - tylko że trzeba mówić po portugalsku, bo w Brazylii prawie nikt nie mówi po angielsku. Ja po portugalsku nie umiem, a poza tym chciałem trochę rzeczy się dowiedzieć. No i okazało się, że dobrze, bo zrozumienie jest ważne. A poza tym było całkiem sympatycznie: z naszej kilkuosobowej grupy tylko 2 osoby się zgubiły i nie dotarły do końca trasy.

No i po raz pierwszy w życiu jechałem na motorze (bo na początek był wjazd na górę za pomocą tzw. "local transportation", które okazało się właśnie motorami) - trzeba przyznać, że wjeżdżanie na dość stromą górę po raczej wąskiej krętej zatłoczonej ulicy, na której wszyscy wymijają się, którędy się da, dostarcza dużo przeżyć.

Zdjęcia są tutaj:

Favela da Rocinha

5 komentarze:

  1. Favele to znam jedynie z Modern Warfare 2 i tak pozostanie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyczepiste zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję. W sumie też miałem wrażenie, że przynajmniej kilka wyszło całkiem nieźle. Na przykład dama z łasiczką i czerwony kapturek :-).

    OdpowiedzUsuń
  4. @Tomek - dzięki, poprawiłem.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...