środa, 31 marca 2010

São Paulo

Na São Paulo miałem tak mniej więcej 24h, a szkoda, bo to jest fajne miejsce. Na początek dopadła mnie burza. Tutaj deszcze są dwóch rodzajów: albo ich nie ma, albo są takie, że można nawet stać pod daszkiem, ale to i tak nic nie pomoże - i tak będzie się przemoczonym kompletnie. Tyle że jest tak gorąco, że gdy deszcz się skończy, nie potrzeba dużo czasu, żeby wyschnąć.



Potem sobie pobiegałem - choć oczywiście wiadomo, że jak miasto ma 20 mln mieszkańców i jest jednym z największych, najszybciej rozwijających się i najbogatszych miast na świecie, to trudno wszystko wybiegać w ciągu jednego dnia. Za to znalazłem miejsce, które wygląda zupełnie jak Warszawa:



Są też palmy, więc wielkiej różnicy nie ma.


A poza tym jest normalnie - fajna architektura, dużo wieżowców, centrum brudne i pełne śpiących wszędzie bezdomnych, ale inne rejony - sympatyczne.



Acha, można też tam spotkać konie.


Przy okazji w SP znalazłem jeden z najfajniejszych hosteli, w jakich byłem kiedykolwiek - Oco. Gdyby ktoś się chciał do tego miasta wybierać, to zdecydowanie polecam. Niesamowicie sympatyczne miejsce.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...