wtorek, 23 marca 2010

Podróż do Ameryki


No i dotarłem do Rio.

Jak wyglądała podróż? W sumie dość męcząco, choć bez większych problemów.

Samolot z niewiadomych powodów miałem o 6 rano (tzn. powody są wiadome - przeoczyłem przy rezerwacji drobny problem dotarcia na Heathrow na 4-5 rano), co oznaczało w praktyce spędzenie nocki na lotnisku. Na początek wydawało się, że będzie mniej radośnie niż sądziłem, bo nie dało się przejść przez boarding (był otwierany dopiero o 4:20), a na terminalu 3. zupełnie wszystko było pozamykane. Niemniej jednak przeszedłem sobie na terminal 1. (spacerowanie po Heathrow w okolicach północy jest ciekawe, bo prawie nie ma tam ludzi, więc łazi się zupełnie pustymi długaśnymi tunelami), gdzie była całodobowa Costa, a tam wolna wielka miękka skórzana kanapa. Wprawdzie kanapę miałem przez większość nocy, ale do czasu. To niestety duża wada podróżowania samemu - gdy się chce opuścić zajęte przez siebie miejsce na na chwilę, nie da się nic poradzić, bo na lotnisku trzeba zabrać wszystko ze sobą, i jak się wraca, to już ktoś tam się rozgości. No ale przez większość nocy była moja, więc było dość sympatycznie. Co można robić przez całą noc na Heathrow? Ja przeczytałem dwie książki, tym samym istotnie zwiększając średnią mojego czytelnictwa z ostatnich miesięcy.

Ach, na Heathrow akurat trwał trzydniowy strajk pracowników British Airways, ale ja szczęśliwie nie leciałem tą linią, więc problem mnie nie dotyczył.

Sama podróż do Madrytu i dalej była spoko, poza tym, że okazało się, że linie Iberia na lotach europejskich (Londyn-Madryt) nie serwują posiłków (można sobie kupić colę za 5 euro), a o 4:30 nie da się już zarezerwować miejsca przy oknie na lot do Rio o 12:30. Za to lot międzykontynentalny tymi samymi liniami aż obfitował w posiłki, tak więc zostawało całkiem mało czasu na spanie i granie w Hotel Dusk.

W Rio przywitała mnie tropikalna ulewa w czasie lądowania. Na szczęście po wyjściu z lotniska już nie było po nim śladu, nawet najmniejszej kałuży - niemniej jednak było to 3 godziny później. Pierwsza godzina zeszła na odprawę paszportową (stało się w okrutnie długiej niewiarygodnie wolno posuwającej się kolejce w socrealistycznej odrapanej hali), a dwie pozostałe na oczekiwaniu na bagaż. Zepsuły się taśmy podające bagaż i dwóch brazylijczyków wywoziło walizki i plecaki na dwóch wózeczkach ręcznie. Dzięki niezbyt fantastycznej organizacji (panowie stwierdzili, że będą ustawiać walizki w dość dziwnym miejscu, dzięki czemu za każdym razem musieli przebijać się wózeczkiem przez tłum oczekujących, co dodatkowo opóźniało cały proces) trwało to i trwało. No ale Brazylia to nie Niemcy, a mi się nie spieszyło.

Autobus do Ipanemy był za to już w porządku. Była noc, więc za dużo się nie naoglądałem przez okna, choć autostrada, którą jechał, biegła nad favelami, dokładnie takimi jak na filmie Elitarni (którego obejrzałem dopiero połowę): dziwnie połączone ze sobą obskórne domki, jakieś jasno oświetlone warsztaty samochodowe wypełnione ludźmi mimo późnej pory - dziwny widok. No ale miasto nocą, gdy się je widzi po raz pierwszy, często wygląda niepokojąco.

Copacabana i Ipanema za to powitały mnie jasno oświetlonymi plażami i całkiem sporą liczbą ludzi na deptakach (a było koło 23), więc te rejony od razu wydały mi się weselsze. Nocleg też całkiem sympatyczny, no i jest internet, więc nie jest źle.

(Na obrazku: lotnisko Madrid-Barajas)

4 komentarze:

  1. Miłego zwiedzania :)

    I uważaj na Scotland Yard podążający twoim tropem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. aż sobie westchnęłam na myśl o tropikalnej ulewie.... baw się dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  3. czarodziejka23/3/10 14:58

    udanego pobytu i ...czekamy na relację i zdjęcia :))

    OdpowiedzUsuń
  4. zdjecia jacek to gdzie???

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...