poniedziałek, 1 lutego 2010

Odpływanie

Tak sobie myślę, że jakoś ostatnio nie lubię zimy. Kiedyś lubiłem dużo bardziej, a nie lubiłem lata. Widać z czasem się to zmienia. No bo zima - oczywiście, bywa ładna. Pewnie, można rzucać się śnieżkami, można ulepić bałwana i jak się pojedzie na narty, czy nawet pójdzie na łyżwy (łatwiej), to jest fajnie. Ale tak ogólnie to jest zimno, choć to nie największy problem. Największy problem to to, że przeważnie jest szaro i ponuro. Mało słońca, a jak już - to świeci krótko, i w sumie i tak daje mało światła.


Nawet Wisły jakoś nie ma. Wystarczy spojrzeć na obrazek powyżej - gdzie tu niby jest Wisła? Pewnie ptaki ją zabrały, wyrywając kawałek po kawałku fragmenty lustra wody, i zanosząc gdzieś, gdzie jest ciepło i ogólnie lepiej i sympatyczniej. I nie ma się im co dziwić, bo co to za przyjemność pływać sobie w lodowatej rzecze pomiędzy krami, jak jest się na przykład ciepłolubną kaczką?


Fajnie by było sobie wziąć choćby sanki, przywiązać do nich mocną linę zakończoną kotwicą, niekoniecznie bardzo ciężką, wystarczy pewnie lekka, usiąść na nich, odwrócić je, poczekać na moment, kiedy pojawią się takie ładne białe cumulusy, zarzucić mocno kotwicę, wysoko, jak najwyżej, zaczepić ją w dużej, ładnej, szybko płynącej po niebie chmurze, mocno zamknąć oczy i czekać, tylko czekać aż znajdziemy się gdzie indziej.


Ale nie. Nie da się. Ktoś postawił zakaz. Nie wolno kotwiczyć do nieba.

Cóż, zobaczymy. Może jeszcze uda się go jakoś obejść?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...