środa, 6 stycznia 2010

Wielkie wymieszanie

Dziś będzie o tym, jak w Chinach łączy się przeszłość ze współczesnością, bo wygląda to inaczej niż w Europie.

Świątynia Jing'an swoją historię rozpoczęła w 247 roku n.e., więc całkiem dawno temu. Po drodze była kilkakrotnie niszczona, a w czasie rewolucji kulturalnej została zamieniona w fabrykę. Niemniej jednak obecnie jest restaurowana, jest czynna i można sobie ją zwiedzać.

Tyle że otoczenie jest dość szczególne. Świątynia stoi na dość ruchliwym skrzyżowaniu, otoczona wieżowcami. Obok niej jest ogromne centrum handlowe. W zewnętrzne ściany świątyni wbudowane są pasaże sklepów oraz wejścia do metra. Efekt potęgują dźwięki, szczególnie wesołe techno rozbrzmiewające z widocznego na zdjęciu obrzydliwie różowego pawiloniku Longinesa.

W środku nie jest jakoś szczególnie lepiej. Na dziedzińcu zaparkowane jest nie wiedzieć czemu mnóstwo samochodów, a nad dachami świątyni dominują ogromne billboardy. A jednak ludzie tu przychodzą nie tylko zwiedzać.

No i tak to właśnie wygląda w Chinach.


Świątynia Jing'an z zewnątrz, widok od strony centrum handlowego


Wbudowany w ścianę świątyni pasaż handlowy


Wieżowiec obok


Dziedzińcoparking


Widok z dziedzińca świątyni





7 komentarze:

  1. no i jaka jest różnica ??

    OdpowiedzUsuń
  2. To w Warszawie jest inaczej?

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy6/1/10 11:18

    lepiej się dowiedz dlaczego Chińczycy robią takie podwinięte daszki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Moim zdaniem jest i to duża. I tak, w Warszawie jest zupełnie inaczej. U nas jednak (i dotyczy to całej Europy w zasadzie) ma się takie podejście do zabytków, że stara się je mniej lub bardziej wydzielić z przestrzeni współczesnej (czasem się nie da) i dba się o to, żeby robiły wrażenie "zabytku". Oczywiście zapewne można wskazać uchybienia, ale taka jest ogólna zasada i większość ludzi na dokładkę uważa, że tak powinno być. A ja w sumie nie wiem - mi się to nie do końca podoba. Wydaje mi się, że przebudowywanie i takie niejako uwspółcześnianie zabytków nie zawsze jest złe, bo prowadzi do większej integracji przestrzeni. W końcu to, co się na przykład podobało mi w Neapolu to właśnie to, że tam nabudowywano na siebie fragmenty budynków przez tysiąclecia, i to widać. Efekt jest bardzo ciekawy. Druga sprawa to komercjalizacja miejsc kultu - pewnie też można się sprzeczać, ale moim zdaniem tak daleko posuniętej jednak u nas zdecydowanie nie ma. Więc to jest właśnie różnica.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale w sumie rzeczywiście w Warszawie w pewnym sensie jest podobnie. Tyle że tu po prostu skala jest jakby większa, bo i przestrzeń mniejsza.

    OdpowiedzUsuń
  6. jesteś cudowny :) " oczywiście zapewne można wskazać uchybienia" ... bosko :)
    jakich Ty ludzi znasz?? uciekaj od nich!! Ja i większość znajomych a jest ich nie małe stadko lubimy połączenia zabytków i współczesności.
    A tak ap ropo to gdzie Ty w Warszawie masz zabytki?? no chyba, że mówimy o zabytkach PRL'u...

    OdpowiedzUsuń
  7. @KBG: acha, czyli podpiszecie się wszyscy pod moją petycją "Przeróbmy Wawel na wielkie centrum handlowe"? ;-). Fajnie, bo na dziedzińcu mogłoby być np. fajne lodowisko, czy coś.

    A w Warszawie - no nie przesadzajmy, jest ich masa, toż przecież nawet siedziba PKP przy Wileniaku jest starsza niż PRL.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...