piątek, 1 stycznia 2010

Jak zjeść ptaka w całości

To dziś trochę więcej o jedzeniu.


Byliśmy ostatnio w Qibao — dość starej dzielnicy Szanghaju (bo datującej się na X wiek). Jest to takie małe tradycyjne miasteczko — wąskie uliczki, drewniana zabudowa i masa stoisk sprzedających różne przekąski. I słowo „masa” jest tu kluczem — rzeczywiście są ich dziesiątki. Trzeba przyznać, że w zasadzie wszystkie są egzotyczne, ale też w większości jednak smaczne.


Wycieczkę zaczynamy od prostej i tradycyjnej przekąski — ośmiornicy na patyku.





Na patyku w ogóle serwowane jest tu sporo rzeczy. Są kurczaki, jakieś kulki wieprzowe — coś w stylu szaszłyków składających się jedynie z mięsa, świńskie kopyta (coś jak golonka), dużo dań z jagnięciny. Ogólnie spory wybór. Wszystko przyprawione zwykle dość ostro. Albo ostro-słodko.





Ale są też ciekawsze rzeczy. Na przykład małe kurczaczki na patyku (takie, co dopiero się wykluły). Można je sobie zjeść w całości — są mniejsze i większe (w sumie nie wiem, czy te mniejsze to nie jakiś inny ptak, bo są rzeczywiście dość małe — jak jaskółka czy wróbel). Zjadłem sobie jednego. Je się razem z szyją, głową, dziobem, skrzydłami, kośćmi — wszystko jest dość łatwo przeżuwalne (może oni to jakoś wcześniej marynują, nie wiem). Smakuje... hmm... dziwnie. 


Na początku odgryzłem mały kawałek, ale wszyscy mówią — jedz całego, to spróbowałem ugryźć z patyka więcej. Na chwilę powstrzymałem się, bo dalej była szyja i głowa, ale Mei powiedziała, że powinienem zjeść wszystko jednym gryzem, więc nie było wyjścia. Smakuje nieco jak ptasia wątróbka połączona ze szpikiem, z przyprawami. Nieszczególnie smacznie, ale też nie niesmacznie. Nie wiem, może za trzecim razem doceniłbym takie delicje, ale za pierwszym nie robi dużego wrażenia, poza dość długo trwającym wrażeniu szoku, że dało się radę coś takiego zjeść.  


Ale powiedzmy, że warto było spróbować.





Z ciekawszych rzeczy z mięsa mamy jeszcze żółwie szyje. Ładne, prawda?





Ale wróbla trzeba czymś zagryźć, więc zwiedzamy dalej. Wszędzie podawane są pierogi gotowane na parze (dim sum). Są bardzo smaczne, zwykle nadziewane krewetkami albo mięsem. Są tym fajniejsze, że bardzo fajne i stylowe są drewniane pudła, w których są gotowane.





Ale do pierogów duże kolejki, więc można zjeść coś innego. Na przykład lokalną odmianę gołąbków — to coś na poniższym obrazku jest faszerowane ryżem i mięsem.





Drobną przekąską może być ser z Mongolii Wewnętrznej. Biała kruchociągliwa substancja występuje w kilku kształtach (paski, pałeczki), jest robiona z jogurtu, i smakuje jak ser kozi na słodko. Tak mniej więcej. W sumie jest to dość dobre. Zresztą — wszystko jest tu podawane na słodko, a mięso w szczególności.





Można zjeść sobie tofu. Smażone tofu podawane jest z sosem (może być łagodny, może być ostry), no i można sobie też posypać je jakąś zieleniną. Tofu można zjeść i w Polsce i jest samo w sobie podobnie bez smaku.





Po prawej stronie powyższego obrazka są za to kawałki całkiem smacznego owocu, który jest duży i w całości pokazany jest na zdjęciu poniżej. Nie wiem, jak się nazywa, ale w smaku jest to coś pomiędzy mango a ananasem. Dość dobre.





Coś trzeba pić, prawda? Popularne są napoje z dystrybutorów, podawane bardzo fajnie, bo w plastikowych kubkach, ale od razu foliowanych specjalną maszyną (żeby się nie wylewało). Czyli dostajemy zafoliowany kubek ze słomką, a w nim na przykład napój o smaku zielonej herbaty z mlekiem, na ciepło, z pływającymi na dole żelkami. Słomka jest odpowiednio gruba, żeby żelki przez nią przechodziły, więc jest fajnie. Są też inne smaki — choćby truskawkowy. Dla mnie (i każdego innego miłośnika żelków) — obowiązkowy punkt wizyty w Chinach.





Ale wracamy do jedzenia. Poniżej są kulki z kalmarem. Po prawej stronie pan ma ciasto z kalmarem, z którego wycina kulki, a po lewej — gotowe już kulki. Bardzo dobre. Coś jak pierożki, ale jednak trochę inne w smaku. Dostaje się je na tacce, polane sosem słodko-sojowym. Tylko trzeba uważać, bo są ekstremalnie gorące.





A co poza tym? Bardzo dużo. Całkiem smaczne były małe, płaskie, okrągłe bułeczko-ciasteczka z nadzieniem kasztanowym. Fajne są rzeczy z pieczywa — coś jak bułki francuskie, ale jednak inne. Jest też coś takiego, co wygląda jak pieczywo, ale tak naprawdę jest to skórka z tofu nadziewana mięsem.


Ponieważ wszystko jest na słodko, słodkie są też kiełbasy. Wygląda to jak berlinerek, dostaje się go oczywiście na patyku, ale jest słodki — coś jak słodka parówka.


Ze słodyczy fajne są w szczególności truskawki glazurowane nadziewane na patyk. Całkiem sympatycznie się je zjada.


Jedzenie to jednak wielka frajda :-).

3 komentarze:

  1. a coś dla ortodoksyjnych wegetarian ??

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy4/1/10 12:32

    aj, żelki do picia..

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja się muszę zadowalać zupą z Chmielnej :/ rażąca niesprawiedliwość (mam nadzieję, że przywieziesz jakieś smakołyki)

    Smacznego Jacku i mnóstwo tulaków

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...