sobota, 16 stycznia 2010

Chińskie barbecue

Dziś będzie o chińskim barbecue.

Bo tu jest tak: idzie się główną ulicą - pięknie oświetlone wieżowce, sklepy wytwornych marek, centra handlowe jedno za drugim - nowoczesność, styl, szyk. Ale można też skręcić w bok, i jeszcze raz w bok, i świat zupełnie się zmienia. Niby jest się 50 metrów, ale to jakby zupełnie inna rzeczywistość.

Na przykład, zamiast wytwornych restauracji, trafia się na uliczkę pełną stoisk z jedzeniem i małych niezbyt czystych knajpek z chińskim barbecue.









Zamawianie, jak w większości lokali tutaj polega na odhaczeniu rzeczy z długiej listy - bez znajomości chińskiego problem nie do pokonania. No a potem można się już rozkoszować jedzeniem.


Zamawianie wymaga znajomości chińskiego.


Muszle w sosie. Szczególnie dobry jest na ostro (w chili) i czosnkowy (po prawej).


Krewetka. Chińczycy jedzą z główką, ja sobie zwykle odpuszczam.


Sporo naprawdę smacznych rzeczy. Te długie rzeczy to grzyby, na wierzchu leży kalmar. Jest też ryba (ryby tutaj zjada się zwykle w całości, z głową) i słodkie bułeczki do przegryzienia słonego smaku.


Właśnie zjadam byczego penisa. Nie powiem jak smakuje, tego każdy musi sam spróbować.


Popularne rzeczy do grillowania to: żołądki i serca kurczęce, kacze i kurze łapki, wszelakie chrząstki i skóra.


To są serca.


Więcej muszli - niektóre są bardzo duże. Wszystkie są bardzo smaczne.


Tych krewetek nie próbowaliśmy. Są niesamowicie wielkie i mają chyba jakoś za dużo odnóży.

No i tak to wygląda. Smaczne bardzo, nie da się ukryć, no i niesamowicie tanie. Inna sprawa, że ja lubię np. owoce morza, a niewątpliwie tu o nie dużo łatwiej niż w Warszawie z raczej oczywistych powodów. Chrząstki i skóry - nieco mniej, ale to też ciekawe.

7 komentarze:

  1. You need to make this into a career.

    You can call yourself "Jacek Brzezinski, the man who literally, no joke ate everything."

    As I recall, you draw the line at chocolate ice cream, right?

    OdpowiedzUsuń
  2. Każdy mężczyzna musi choć raz w życiu poczuć penisa w ustach... byczy nie jest najgorszy ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. jakie to musi być smaczne mmmmmmm.... rozpływam się na samą myśl o tak dobrym jedzeniu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Po byczym penisie minę masz nietęgą ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. @Szczur: Raczej przed. Po to już było spoko :-).

    OdpowiedzUsuń
  6. Możesz powiedzieć jak smakuje. I tak raczej się nie skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zaraz zacznę gryźć klawiaturę :-)
    Fajny ten twój kulinarno-podrózniczy blog...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...