niedziela, 10 stycznia 2010

Cebula z rumiankiem, czyli niech żyje błękit nieba!

Wiecie, co jest fajnego w lataniu przy zimowej, pochmurnej pogodzie? Na ziemi wszystko wygląda mniej więcej tak (to jest środek dnia tuż nad Guilin):



A na wysokości przelotowej już tak:




Ładne niebo, prawda? Od razu jest 100 razy weselej. I jest bardzo, bardzo jasno.

Gorzej, że to wszystko odbywa się w zupełnie śmiesznym samolociku EMB-145. Ależ w nim trzęsie!



No i trzeba przyznać, że tym razem zaliczyłem absolutnie najgorszy „poczęstunek” w mojej historii latania. Nie było wyboru, był zestaw. Zestaw składał się z dwóch elementów. Pierwszy to herbatniki „Onion cookies with original flavour". Nazwa mówi już wiele. Smak rzeczywiście był cebulowy, ale poza tym były chemiczno-słodkie, więc „original” w tym wypadku oznaczało niestety „obrzydliwie niesmaczne”. Jakby tego było mało drugi składnik to był napój w kartoniku: przeraźliwie słodki napój rumiankowy (?!). Nie dałem rady ani jednemu, ani drugiemu. Na szczęście po miedzylądowaniu na najbrzydszym lotnisku świata (Nanning) do takich samych ciasteczek dostałem po prostu wodę. Była wprawdzie marki „Wahaha (China Top Brand)”, ale smakowała jak woda, wiec było całkiem dobrze.

Ale cóż tam, ważny jest cel:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...