niedziela, 3 stycznia 2010

250 km/h

W Chinach są fajne pociągi.


W Szanghaju na przykład jest metro. Dane mówią tutaj same za siebie — 11 linii, 217 stacji, prawie 5 mln pasażerów dziennie. W tym dwie linie zbudowano w 2009 roku, specjalnie z okazji Expo 2010, a do maja tego roku, kiedy ono się zacznie, ma być oddanych jeszcze kilka (!). 


Mnie w szanghajskim metrze najbardziej urzekło to, że w tunelach bez przerwy i bez zakłóceń działa sieć komórkowa, z czego wszyscy pasażerowie korzystają. Na komórkach klikają sobie chyba wszystkie jadące metrem dziewczyny, część ludzi rozmawia, część ogląda jakieś filmy. Co ciekawe, ludzie, którzy grają w gry (zarówno na komórkach, jak i na przenośnych konsolach, co zdarza się dużo rzadziej), nie grają zwykle w słuchawkach, więc odgłosy z gry słychać w całym pociągu.


W metrze jest oczywiście tłok. Zwykle jest dość znośnie, bo stacje są przeogromne. Przypominają nieco hale — szczególnie stacje przesiadkowe, jak People’s Square, mają wewnątrz przestrzenie wielkości katowickiego Spodka. Jednak w godzinach szczytu cała ta przestrzeń wypełnia się ludźmi i to są momenty, kiedy można zobaczyć tak około miliona szanghajczyków jednocześnie — zwykle przesiadanie się z linii na linię przypomina nieco podróż przez ludzkie morze; jest się całkowicie bezwolnym, trzeba po prostu poddać się pływom tłumu.


Chińczycy nie mają też zwyczaju ustępowania wysiadającym, więc zawsze po otwarciu drzwi jest niezła przepychanka, ale poza tym jeździ się bardzo kulturalnie.


Pociągi jeżdżące na dłuższe dystanse też są ciekawe. Przede wszystkim jeżdżą szybko — są tu oczywiście wolno snujące się pociągi lokalne, ale normą są składy jeżdżące z prędkością 200-250 km/h (ta prędkość wyświetla się w czasie jazdy, więc wiadomo, jak pociąg jedzie). Ostatnio Chińczycy otworzyli linię kolejową Wuhan-Kanton, gdzie pociągi jeżdżą do 350 km/h, więc jest coraz szybciej. Wagony są nowoczesne, wyglądem przypominają niemieckie ICE (nie wiem, może to ta sama technologia), bezprzedziałowe, ale siedzi się wygodnie, bo krzesła mają dwukierunkową regulację. 


Zakup biletu jak widziałem może być problematyczny, bo o ile w Szanghaju są automaty biletowe, które można przełączyć na język angielski, o tyle na innych stacjach są rozkłady, gdzie wszystko jest napisane wyłącznie chińskimi znaczkami, no i trzeba sobie jakoś radzić w kasie. Ale jakoś można sobie poradzić, porównując znaczki i pokazując, co się chce, na kartce.





Składy są bardzo długie — mają tak na oko ponad 20 wagonów, ale jest dość łatwo trafić do swojego wagonu, bo są ponumerowane po kolei (bez dziwnych kombinacji jak u nas) i zatrzymują się w wyznaczonych miejscach na peronie (tzn. jak się ma na bilecie miejsce w wagonie nr 7, to można po prostu czekać sobie na peronie w okolicach miejsca z dużą siódemką i wiadomo, że nasz wagon tam stanie). To jest akurat bardzo wygodna sprawa.




Za to same dworce są zupełnie inne niż u nas. Przede wszystkim na teren dworca nie da się wejść bez biletu — w Szanghaju nawet wcześniej trzeba się już ustawić na odpowiedniej ścieżce prowadzącej do odpowiedniej poczekalni. Wewnątrz czeka nas kontrola bagażu jak na lotnisku (ale to się zdarza też w metrze w godzinach szczytu). W poczekalni trzeba czekać aż do momentu na chwilę przed odjazdem — są to ogromne hale, w których siedzą jakieś tysiące ludzi i czekają na swoje pociągi. W końcu jesteśmy wpuszczani na peron, gdzie trzeba po prostu wsiąść do wagonu i tyle.


Główny dworzec w Szanghaju


Dworzec w Suzhou. KFC jest tu absolutnie wszędzie.



Poczekalnia dworcowa. To tak mniej więcej 1/4 hali, jednej z kilku.


Zobaczymy jeszcze, jak wyglądają podróże na naprawdę długie dystanse, na przykład pociągiem nocnym. Ale to już innym razem.

5 komentarze:

  1. Well, Jacek, as usual, lovely post, but I didn't see anything in there about the quality of the pizza in the station, nor did I notice any commentary on their Cuban sandwiches. Grand Central will not be defeated!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo interesujący opis stosunków na chińskiej kolei, jednak to wchodzenie na teren dworca tylko z biletem w ręku to nie tyle zapach obcego świata, co Wielkiego Brata... :)

    Tak, zdecydowanie za mało o jedzeniu tym razem, to przecież Twój konik :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Stalker - to nie Wielki Brat (bilety nie są nawet imienne), a jedyny sposób na utrzymanie porządku. Na dodatek dzięki temu nie masz w poczekalniach dworcowych tłumu bezdomnych. Przez szanghajski dworzec przewalają się dziennie miliony ludzi, zatem chiński system "załadowywania" składów pociągowych musi być bardzo sprawny i, pomimo pozornego chaosu, świetnie działa. Życzyłabym sobie takich rozwiązań w Polsce. O szybkich pociągach, metrze i Maglevie nie wspominając...

    OdpowiedzUsuń
  4. Mimo wszystko. Kolej to nie samolot :) Wolę raczej niemieckie podejście do porządku.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tylko, że całe Niemcy to 4 Szanghaje ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...