czwartek, 28 stycznia 2010

Prawdziwy angielski śnieg i inne atrakcje

Wrzuciłem w końcu na Picasę zdjęcia z Guildford. To takie małe miasteczko w pobliżu Londynu, gdzie mieszczą się siedziby wielu ważnych firm (Lionhead, Criterion, Media Molecule). Samo miasteczko jest dość małe i tak na oko składa się głównie z zamku, katedry, dwóch ulic pomiędzy, Tesco i pewnej liczby typowych angielskich kamienic.

Guildford, UK

Niemniej jednak można znaleźć tam kilka specjalnych atrakcji. Na przykład prawdziwy angielski śnieg:


Jak widać, jest inny niż polski. Taki bardziej omszały, imperialny. I zapewne codziennie o piątej polewany herbatą.

poniedziałek, 25 stycznia 2010

Mały kamienny krąg

Krótki wypad do UK zaowocował m.in. tym, że w końcu obejrzałem Stonehenge. Mimo że to ciekawe miejsce, niedaleko od Londynu, więc w okolicy byłem jakiś milion razy, nigdy wcześniej nie udało mi się go zobaczyć. No ale co się odwlecze to nie uciecze, więc w końcu się spotkaliśmy. Stonehenge, jak wszyscy mówią, duże nie jest (kamienne bloki mają wysokość kiosku), ale w sumie wygląda fajnie. Szczególne wrażenie robi to, że rzeczywiście jest to krąg umieszczony na ogromnym, pustym po horyzont polu. Trochę magii się przez to chyba wciąż w tym miejscu zachowało.

Można sobie obejrzeć moje zdjęcia...


Stonehenge

...ale można sobie też obejrzeć to miejsce w Google Street View. W sumie lepszy widok. To coś w prawym górnym rogu przełącza na pełen ekran.


View Larger Map

środa, 20 stycznia 2010

Chiny 2010 w liczbach

Wycieczka do Chin się skończyła, pora na podsumowanie. Za bardzo się nie najeździłem, bo było zimno i nie bardzo chciało mi się ruszać, a poza tym w każdym z miejsc, w których byłem, było naprawdę dużo do zobaczenia. Niemniej jednak podliczając choćby tylko przeloty samolotowe, trochę kilometrów się uzbierało.


Warszawa - Zurich (1047 km)


Zurich - Shanghai (9030 km)


Shanghai - Guilin (1280 km)


Guilin - Nanning (338 km)


Nanning - Sanya (523 km)


Sanya - Shanghai (1880 km)


Shanghai - Zurich (9030 km)


Zurich - Warszawa (1047 km)

W sumie: 24175 km

Oczywiście te odległości są zaniżone. Są to odległości w linii prostej, a samoloty tak nie latają. Przykład: z Sanya do Szanghaju jest 1880 km, a samolot leci 2110 km. Całkiem spora różnica.

No i ma się to słabo w stosunku do mojej najdłuższej wyprawy, gdzie pokonałem ponad 42000 km, ale zawsze coś.

Mapy wygenerowane przy pomocy Wolfram Alpha.

Życie w tunelu

Jak wiadomo, kompletna porażka ostatniego szczytu klimatycznego w Kopenhadze oznacza, że nie unikniemy globalnego ocieplenia i jego efekty już niedługo dotkną nas z całą siłą. Oczywiście to, że zwiększą się średnie temperatury, nie oznacza, że po prostu zrobi się gorąco. Pogoda będzie raczej bardziej chaotyczna, dotkną nas gwałtowne zmiany temperatur, silne wichury zmiatające całe budynki z powierzchni ziemi, burze zmywające wszystko do morza, tornada niszczące miasta, wszystko, co najgorsze.

Pewnie okaże się, że żyć na powierzchni się nie da i trzeba będzie zejść pod ziemię. Po prostu trzeba będzie zamieszkać w tunelu.

Dlatego warto już teraz oglądać sobie różne tunele, żeby wybrać sobie na przyszłość jakieś fajne miejsce do zamieszkania. W Warszawie nie jest z tym najlepiej, ale jak się poszuka, to coś od biedy da się znaleźć. Bo na przykład na Żeraniu jest takie miejsce. Prawda, że całkiem sympatyczne? Może trochę industrialne, ale to też całkiem fajny styl.


Druga sprawa to komunikacja. Na pewno z uwagi na te wichury i tornada trzeba będzie zrezygnować z komunikacji samolotowej i kolejowej na większe odległości -- ciągłe zniszczenia i duże ryzyko nie pozwolą już tak efektywnie z nich korzystać. Za to będzie można spokojnie rozbudowywać sieć metra. Na przykład można by wydłużyć taki oto tunel SkyTrain w Zurichu aż do Chin. Wtedy łatwiej byłoby tam dotrzeć, bez zbędnej przesiadki do samolotu.





Na pewno będzie ciekawie. I to już za jakieś 20 lat!

Magiczne muchomorki

Ostatnio było dużo o ulicznych wspaniałościach, no bo wiadomo - łeb kaczki robi wrażenie, ale oczywiście można tu zjeść też wiele innych rzeczy, zwykle wyglądających przede wszystkim o niebo apetyczniej. To dziś kilka przykładów.

Zacznijmy z grubej rury: to jest ropucha po syczuańsku. Bardzo smaczna rzecz, no i bardzo pikantna, oczywiście.


Ośmiorniczki po japońsku.


Sałatka z oberżyny w chili i sosie octowo-sojowym. Wyśmienita sprawa.


Można też sobie trochę smacznych rzeczy przyrządzić samemu, szczególnie jak się zna sekrety kuchni chińskiej. Oto grzyby zawijane w boczku. Fantastyczne.


No i na koniec obiecane w tytule magiczne muchomorki. W ich powstaniu miałem nawet swój udział, bo sam je drążyłem i robiłem im kropeczki! :-).

Co jeszcze można zjeść na ulicy, część 2

No i na koniec tego tematu kilka smakołyków z poniższego stoiska.



Na początek rzucają się w oczy świńskie ogonki. Podobno całkiem smaczne.



Miejscowy przysmak to kacze łby (zjadane w całości, oczywiście).



Są też kacze języczki i łapki. Łapki i chrząstki wszyscy tu lubią, bo są zjadane w naprawdę wielu postaciach.



A tak wygląda kaczy łeb w papierku. Tylko zjadać!


wtorek, 19 stycznia 2010

Zdjęcia z Szanghaju



W końcu wrzuciłem zdjęcia. Starałem się nie powtarzać tych, które się już pojawiły na blogu, ale i tak wyszło ich sporo.

Sztuka naturalna

Chińczycy lubią, jak sztuka powstaje sama, bez udziału człowieka. Bo po co się męczyć, a efekt też ładny. Dlatego też fantazyjnie ukształtowane skały drążone przez wodę są nieodzownym elementem każdego chińskiego ogrodu. Ale czasem natura tworzy też rzeźby, które mają bardziej konkretny kształt. Na przykład są to zwierzątka.

1) Żółw.



2) To nie wiem. Łasiczka? :-).



3) To może być zająć, ale podobno też sarenka.



4) Coś jak hipopotam. Albo aligator.



5) Świnka?



6) To wygląda trochę jak orzeł.



 A co Wam te kamienie przypominają?

Co jeszcze można zjeść na ulicy, część 1

Dużo już było o ulicznym jedzeniu, ale jeszcze mam kilka zdjęć, więc się nimi podzielę, bo Paweł prosił ;-).

Zacznijmy może od tego, jak się tu kupuje mięso. Rzeźnie na ulicy to normalna rzecz w Egipcie, ale jak widać w Chinach też. Miły pan kroi na poczekaniu. (Na szczęście jest też Tesco).



Tu coś z innej beczki, bo napój. Taki jakby gorący glut z pływającym w nim chyba makiem i różnorodnymi grubo mielonymi bakaliami. Może być z cukrem albo bez (wtedy jest niesłodki i trochę bez smaku). W tym wielkim czajniku znajduje się ów płyn -- żeby go nalać, pan przechyla całe to ustrojstwo.



Stragan z owocami w tym zestawieniu wygląda dość normalnie. Tylko owoce zupełnie inne, niż u nas.



W większości knajpek, gdzie są rzeczy pieczone, wybiera się, co się chce zjeść, wskazując to jeszcze w postaci surowej. Nie wszystko wygląda bardzo zachęcająco przed grillowaniem.



A tutaj smażone kalmary. Te są akurat bardzo smaczne.



W takich knajpach można zawsze kupić coś na wynos, ale też nie tylko, bo można sobie wejść do środka i zjeść zupę z makaronem albo pierożkami.



Urządzone jest to tak, że kuchnia jest zwykle przy ulicy, a miejsca siedzące - jakby w głębi.



Wnętrze nie wygląda bardzo zachęcająco, ale nie przesadzajmy. Ten lokal przeszedł oficjalną kontrolę sanitarną, zgodnie z informacją na ścianie.



Czyli pierożki będą dobre! :-).



A jak nie pierożki, to można się też skusić na takie coś. Wygląda przecież bardzo apetycznie.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...