niedziela, 4 października 2009

Czekoladowa wróżka



Praga jest miastem znanym nie tylko z Zielonej Wróżki, ale, jak się okazuje, mieszka tam też Czekoladowa Wróżka, kierująca do Muzeum Czekolady. To całkiem sympatyczne miejsce, w którym w cenie biletu można sobie przede wszystkim podjeść całkiem smacznej belgijskiej czekolady w kilku rodzajach, co jakby zdecydowanie skłania do wejścia.

Ponieważ zobaczyliśmy, zjedliśmy, wypiliśmy, to kilka ciekawostek o czekoladzie z Pragi.



Słodka? Niekoniecznie.

Czekolada była znana w Nowym Świecie od gdzieś tak 15 wieku pne. Natomiast zawsze pito ją gorzką. Słodką czekoladę wprowadzili dopiero Hiszpanie w XVI wieku, po podboju Nowego Świata. Wtedy zakochali się w niej Europejczycy. Jest nawet historia o tym, że Hiszpanki, które wyemigrowały do Meksyku tak lubiły czekoladę, że piły ją non stop. Nawet podczas mszy ich służący dolewali im cały czas smaczniutki napój, żeby nie musiały przerywać picia. To ciągłe łażenie w te i wewte służących tak wkurzyło biskupa Chiapas, Don Bernandiusa de Salazar, że zakazał picia czekolady podczas uroczystości religijnych. Rezultat był taki, że ludzie przestali chodzić do kościoła. A na koniec biskup został zamordowany — trucizna została dosypana do jego kubka czekolady.

Czekoladowe pralinki

Jedną z atrakcji muzeum była możliwość obejrzenia sobie, jak dokładnie przyrządza się czekoladowe pralinki. Oczywiście na koniec można było sobie te pralinki zjeść, co jakby na to nie patrzeć było kulminacją pokazu. Tu na blogu zjeść pralinek nie będziecie mogli, ale mimo to możecie zobaczyć, jak one powstają.



Czekoladę w ustalonej temperaturze (290 stopni) wlewa się do foremki. A po chwili się wylewa. Zostaje tylko czekolada przyklejona do ścianek. Potem wkłada się formę na chwilę do lodówki. Po chwili się wyjmuje i już jest tyle.



Wystarczy teraz napsikać do środka co tam sobie chcemy w środku mieć:



Teraz zalewamy wszystko jeszcze raz czekoladą, obskrobujemy z góry, żeby było ładnie, wstawiamy do lodówki, gdzie zastyga - i przy okazji pralinki trochę się zmniejszają, przez co wypadają potem ładnie z formy i już można sobie wcinać.



Smaczne, prawda? :-). Przy okazji, to są tzw. pralinki belgijskie, bo inne pralinki robi się całkiem inaczej (nie są to nadziewane czekoladki).

Czekoladowe stwory

Z czekolady można robić różne rzeczy, czasem całkiem duże. Poniżej kilka czekoladowych piesków i kotków, wraz z czapeczkami, parsolkami i muchą. Aż szkoda by było je zjeść, prawda? Choć z drugiej strony…





Największa na świecie kolekcja papierków po cukierkach

Ostatnia atrakcja to fakt, że pewien praski kolekcjoner jest właścicielem największej na świecie kolekcji papierków po czekoladach z całego świata (no, nie tylko papierków — są też choćby pudełka drewniane i metalowe). Niejaki pan Kramsky zebrał ich ponad 125000. Niezwykłe osiągnięcie, prawda?







No tak. A piszę o tym wszystkim, bo akurat nie mogę jeść czekolady (zresztą niczego nie mogę jeść). Bez sensu, prawda?

4 komentarze:

  1. oj bez ;) a ja jak o tym przeczytałam, to nabrałam chęci na wielkie pudło najróżniejszych czekoladek, a akurat w domu nie ma ani jednej malutkiej pralinki... też bez!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha! Te z hipopotamopodobnym stworem jadlem kiedys jak bylem maly. Wg dzisiejszych standardow dosyc ochydne, ale bajeranckie opakowanie poprawialo smak tak ze 2 razy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie móc jeść czekolady? Nie.... toż to straszne, straszne...

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurcze, ja kiedyś bardzo chciałem zrobić własną czekoladę :) Nawet wytrzasnąłem skądś masło kakaowe. Tymnieniej fakt że jego podstawowym celem były zastosowania kosmetyczne, czekolada była, lekko mówiąc, średnia...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...