niedziela, 27 września 2009

Praskie rozrywki

W Pradze jest po prostu dużo rzeczy. Dla kilku z nich warto tu być, a bez kilku dałoby się wytrzymać. No to lecimy.

1. Beer to go

Zdecydowany numer jeden. W Pradze nie ma żadnego głupiego patentu pod tytułem zakaz picia w miejscach publicznych. Z reguły w ulicznych kramikach, kioskach z przekąskami, albo też knajpach można sobie kupić „piwo na drogę” — w plastikowym kubku, i sobie potem z nim spokojnie spacerować dalej. Bardzo to przyjemne. I, co ciekawsze, nie widać tu jakoś gigantycznej liczby awanturujących się pijaków. Nawet turystów z Polski :-).

2. Fast foody

Wiadomo — smažený sýr można jeść w kółko i się w sumie nie nudzi. Ale z przekąskami jest tu nieźle. W centrum są takie fajne budki, które mają nie tylko szeroki wybór różnego rodzaju hot dogów, kiełbasek i serów, ale też fajnie wyglądają i wszystko jest apetyczne (no i do tego można wziąć piwo).

Tak więc przede wszystkim jest smažený sýr w bułce. Dobra rzecz. Ale spróbowałem też norymberskich kiełbasek w bułce — również smaczne. Można tak się odżywiać bez problemu.





Są też przekąski na słodko — wyglądają również apetycznie, tyle że jakoś za słodkimi rzeczami nie przepadam aż tak bardzo, więc się nie skusiłem



A przy okazji — jeśli chodzi o bardziej tradycyjną kuchnię czeską, to na razie nie jestem specjalnie dobrze poinformowany. Knedliczki jakoś mnie odstraszają. Wiem za to, że trafiają się tu całkiem dobre (i tanie) knajpy tajskie :-).

3. Krecik

Krecik jest wszędzie. Jest bardziej wszędzie niż babuszki (które z jakiegoś powodu też są w każdym sklepie z pamiątkami, reklamowane jako tradycyjny wyrób środkowoeuropejski(?)). Krecik, tak jak go pamiętam z dzieciństwa, był oczywiście fajny, ale ogromny biznes krecikowy to rzecz jednak, której u nas nie ma. Ciekawe, czy u nas dałoby się taki sam rozkręcić, opierając się na licencji na Misia Uszatka?









4. Łasiczka ganiająca za piłeczką

To coś jest też wszędzie, chyba nawet częściej niż krecik. W drzwiach do sklepu z pamiątkami stoi sobie miska, w tej misce jest piłka i mechaniczna łasiczka (czy inne tałatajstwo) ganiająca za nią. Stworzenie wije się w misce bez ustanku, i to praktycznie w każdych drzwiach po obu stronach mostu Karola. Coś jak u nas żółwiki w misce z wodą, tylko tu jest miska, a nie ma wody. Niesamowity badziew.



5. Marionetki

Też jest ich dużo. Tak jak w Wenecji wszędzie są maski, tak tu są marionetki. Są nawet fajne, ładne i bardzo dobrze wykonane, tylko — powiedzmy to sobie wprost — po co komu marionetki? Niemniej jednak, biorąc pod uwagę liczbę jakoś zapewne prosperujących sklepów z nimi, pewnie po coś komuś są.


5 komentarze:

  1. W sumie szkoda, że teatry lalkowe znikają i nikt już nie bawi się z dziećmi marionetkami. Ja zawsze bardzo lubiłam.

    OdpowiedzUsuń
  2. No alligator on the menu in Prague? How disappointing.

    OdpowiedzUsuń
  3. a wlasnie wczoraj znajomy narzekal, ze w Polsce nie moze kupic odpowiednich marionetek, a te sprowadzane z Czech sa strasznie drogie - ktos to jednak kupuje :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ale odpowiednich do czego, tak z ciekawości?

    OdpowiedzUsuń
  5. a nie wiem :) chyba do jakiejś konkretnej bajki

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...