czwartek, 24 września 2009

Nowa Huta

Tym razem coś normalniejszego, czyli o zwiedzaniu.

Nowa Huta w Krakowie - z jakichś powodów kojarzyła mi się zawsze raczej średnio, choć nigdy tam nie byłem. Pewnie się nasłuchałem całej masy opowieści o tym, jak to do pięknego historycznego miasta dobudowano brzydką, tandetną, robotniczą dzielnicę, zamieszkaną przez prostaków, którzy nie wiedzieli, którędy się idzie na pole i czemu źle jest się spaźnić na chrust. I rzeczywiście, krążą legendy o tym, że pierwsi mieszkańcy tej dzielnicy, przesiedlani z na siłę z okolicznych wsi w ramach uprzemysławiania kraju, spuszczali wodę z kaloryferów, żeby zrobić w niej pranie. Ale to raczej odległe czasy.

Tak więc tym razem po raz pierwszy wybrałem się obejrzeć sobie Nową Hutę. Niestety samą hutę (zakład) widziałem w zasadzie tylko w nocy, z okazji koncertu Aphex Twin (fantastyczne widowisko - coś chyba nagrywanego przez kogoś telefonem w jakimś mniej ciekawym momencie można obejrzeć np. tu), ale ewidentnie trzeba będzie tam kiedyś wrócić. Wielkie rury, tory, hale - ogromny industrialny teren robi całkiem sympatyczne wrażenie.

Ale tym razem będzie o dzielnicy Nowa Huta. Pierwsze wrażenie było takie, że pranie rozwieszone wesoło na osiedlu wciąż da się zauważyć.



Prawda jest jednak taka, że Nowa Huta to całkiem fajne miejsce, o wysokiej klasy architekturze. Przypomina zresztą nieco inne budowane w tym samym okresie dzielnice - warszawski Muranów czy MDM. Nie wiem, czy jest od nich ładniejsza (raczej niespecjalnie, może poza ciekawym planem urbanistycznym), czy brzydsza (istotnie mniej chyba socrealistycznych płaskorzeźb), ale na pewno jest większa.

Ciekawostka to Plac Centralny, który miał być centralny, ale nie jest jakoś szczególnie w centrum, jako że została zbudowana tylko połowa jego planowanej zabudowy. Z drugiej strony jest wesołe miasteczko i zdaje się jakieś łąki.



Architektura miasta-ogrodu z okresu zimnej wojny również robi wrażenie. Szerokie ulice mają na celu umożliwić rozchodzenie się fali uderzeniowej. Konstrukcja osiedli miała pomóc przekształcić miasto w fortecę: każde z nich otoczone jest jednym budynkiem z nielicznymi wejściami do środka (do klatek w nim zawsze wchodzi się od środka), tak więc łatwo jakoś to wszystko pozastawiać np. tramwajami.





Ciekawostką jest to, że w Nowej Hucie jest niespecjalnie dużo wschodnich wzorców architektonicznych: wzorcem były podobno projekty z lat 1920. tworzone dla Nowego Jorku. Niemniej jednak styl PRL-u da się zauważyć, choćby w kawiarni Styl. Detale - w stylu zacieków i odrapanych elewacji - są tu akurat istotne.





No i na koniec dwie atrakcje. Pierwsza z nich to klasyczna nowohucka lampa hutnicza z ptakiem z Placu Centralnego.



Druga to taki miły domek, zbudowany na środku jakiegoś (całkiem sympatycznego) osiedla, żeby mieszkańcom było przyjemniej i żeby mieli ładny widok. Podobno mniej więcej w takich miejscach mieszczą się znane kluby czy galerie. Śmiesznie jakoś, zupełnie nie po krakowsku ;-).


2 komentarze:

  1. I photographed a lot of hanging laundry in Italy as well. Is this a photography thing?

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem, to raczej pewna egzotyka. Bo w większości wypadków w Polsce nie widuje się publicznie wystawionego prania (co kiedyś było częstsze), więc jak gdzieś jest rozwieszone na środku osiedla, to jest to niecodzienne. We Włoszech pranie wisi chyba wszędzie i nikogo to nie dziwi, co można zobaczyć np. na tym zdjęciu: http://bit.ly/3BzSaQ

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...