niedziela, 27 września 2009

Metropolia września




Czas na metropolię września, czyli Pragę.

O co w zasadzie chodzi? Otóż gdzieś tak w czerwcu, znużony nieco sytuacją zawodową, która wyglądała tak, że nie dało się wziąć dłuższego urlopu i co gorsza, nie było takiego momentu w dość długiej perspektywie, doszedłem do wniosku, że mimo wszystko podróżować trzeba. Postanowiłem więc sobie, żeby co miesiąc wybierać się do jakiegoś miasta — pewnie europejskiego, bo bliżej, z reguły takiego, w którym jeszcze nie byłem. Miasta, bo do miast łatwo dotrzeć — można wsiąść do samolotu i wylądować po chwili, albo przejechać się nocnym pociągiem. Oczywiście sam weekend to jednak dość słabo, ale zwykle jeden czy dwa okalające go dni urlopu da się wziąć znacznie łatwiej, niż na przykład tydzień czy dwa. Ważne, żeby nie przejmować się faktem, że na 3-4 dni nie opłaca się gdzieś jechać, bo wychodzi drogo. Tyle że inaczej można by siedzieć w domu, a przecież zupełnie nie o to chodzi, jak chce się podróżować.

Póki co plan się sprawdza. W czerwcu był Dublin, w lipcu — zupełnie rewelacyjny Stambuł, w sierpniu — daleka podróż, bo Nowy Jork. Teraz jest cienko i z czasem i z kasą, więc Praga.

W Pradze oczywiście wcześniej byłem, ale dawno, bo kilkanaście lat temu, więc niewiele pamiętam. Pamiętam głównie tyle, że spałem kiedyś na dworcu hlavní nádraží (to chyba zresztą była jedyna noc, jaką kiedykolwiek spędziłem w całości na dworcu kolejowym), czekając na pociąg do Polski po jakimś powrocie z wycieczki autostopem do Szkocji. Było to gdzieś w okolicy szkoły średniej, jak sądzę. Pamiętałem, że jest tu most Karola z jakimiś posągami, zegar astrologiczny na rynku, złota uliczka, labirynty niekończących się brukowanych uliczek, stare miasto takiej wielkości, że nie da się z niego wyjść pieszo, oszukujący kelnerzy w knajpach i niezwykle tanie piwo. Wiedziałem też, że jest tu zamek z niesamowicie fajną gotycką katedrą, która kiedyś podobała mi się znacznie bardziej niż Notre Dame. (ale wtedy byłem jeszcze młody i nie widziałem najbardziej niesamowitej gotyckiej katedry świata — Nidaros w Trondheimie).

I mniej więcej tyle. Czyli warto było przyjechać.

Jak się moje wspomnienia mają do rzeczywistości? Różnie. Niemniej jednak Praga to oczywiście wspaniałe miasto, jest tu dużo do zobaczenia, jest fajny klimat, jest magia i wszystko czego trzeba. Trochę o Pradze napiszę. Niemniej jednak na początek muszę podzielić się pewną refleksją.

Praga jest nudna, bo to miasto europejskie, i to jeszcze Europa środkowa.

Widziałem już naprawdę dużo miast europejskich. Nie, żeby miasta w innych częściach świata były jakieś ładniejsze. Tu w ogóle nie chodzi o urodę, tylko o przewidywalność. Praga jest oczywiście wspaniała. Architektura jest piękna, urocza, na prawie każdym kroku widzi się coś ślicznego. Ale właśnie — ślicznego, ale nie zaskakującego. I o to chodzi. Gdy jest się jakieś kilka tysięcy kilometrów na południe, w innej strefie klimatycznej, nawet trawa potrafi być zaskakująca. Bo nie widzi się jej na co dzień.

Tylko tam niestety trudno dojechać pociągiem w jedną noc z Warszawy.

Praga nie wygląda jak miasta polskie, ale ma wiele w sobie z choćby Krakowa. Nie wygląda jak miasta niemieckie, ale też da się znaleźć analogie. Ludzie mówią po czesku, ale to język słowiański. Nic się nie rozumie, ale brzmi swojsko. Nie jest to miejsce, w którym ogarnia mnie dojmujące uczucie obcości. To takie zwykłe europejskie miasto, jak każde — od Kielc po Lizbonę, w którym po prostu jest się w Europie. Ludzie zachowują się tak, że wiadomo, o co im chodzi (nie to, co na przykład w Stanach), nikt się na mnie nie patrzy dziwnie.

To mimo wszystko minus.

Plusów jest na szczęście wiele. Obszar starego miasta jest rzeczywiście gigantyczny (po dwóch dniach łażenia nie wyszedłem ani razu do czegoś, co by wyglądało jak nasz Ursynów, więc chyba jest dobrze). Wszędzie jest ładnie. Wszystko jest ślicznie odnowione (pod tym względem Praga przypomina trochę Kraków — niewiele się tu buduje nowego, ale na reanimację przeszłości ewidentnie przeznacza się jakieś niebotyczne środki). Nawet fragmenty zbudowane w czasach socjalizmu zostały zaadaptowane tak, że nie wyróżniają się na niekorzyść (a może zawsze były po prostu dobre architektonicznie?). Jest kilka dobrych budynków zupełnie nowych (bo nie jestem szczególnym fanem baroku), więc nawet dla mnie jest coś fajnego. I jest parę ciekawostek kulturowych (jak wszechobecny Krecik), które sprawiają, że nie jest nieciekawie.

Czyli, mimo że most Karola w remoncie, będzie o czym pisać.

A na koniec tego przydługiego wstępu trochę widoczków z „klasycznej” Pragi (bo przecież to — przynajmniej dotychczas — blog półfotograficzny poniekąd).

Rynek Starego Miasta — pomnik Jana Husa i zupełnie niesamowity zegar astrologiczny na Ratuszu.








Praski zamek widziany z mostu Legii







I na koniec coś tradycyjnego — konne dorożki.





4 komentarze:

  1. Praga jest rzeczywiście naprawdę fajnym miastem, zwłaszcza jeśli ktoś swojskość/europejskość która dla Ciebie Jacku jest minusem traktuje jako plus.
    Też mam jakoś w planach się wybrać znowu, ale problem ten sam - weekend to za krótko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pewnie, że fajnym. Tu jest bardzo przyjemnie i sympatycznie. I swojsko. Tyle że brak tu elementu zaskoczenia innością, który akurat bardzo lubię i cenię w zwiedzaniu, choć nie jest to jedyny powód, dla którego lubię czasem gdzieś się ruszyć. Choć jest ważny. I tyle. Zupełnie nie chodzi mi o to, że mi się Praga nie podoba. Nie wiem, czy potrafię to dobrze wyjaśnić.

    A weekend - tu akurat weekend to chyba całkiem nieźle. No bo dojeżdża się pociągiem rano, wraca późnym wieczorem - więc ma się pełne dwa dni. W dwa dni można sporo rzeczy tu zobaczyć, a na pewno posiedzieć sobie gdzieś i powchłaniać atmosferę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja w Pradze byłem tylko raz, przelotem, i zapamiętałem głównie nieznośny lipcowy skwar i niemożebne tłumy na placu przed zegarem :-)

    Mam wrażenie, że z miastami europejskimi to jest tak, że one "to coś" uwalniają dopiero po ok. tygodniu pobytu, gdy uda się wreszcie zejść w tych tras turystycznych i przypadkiem trafić na coś, co jest lokalne, obce i w sumie nie do pokazywania :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. No tak, ale to absolutnie każde miejsce wymaga takich stadiów wtajemniczenia. Nawet siedząc w Bieszczadach przez tydzień czy dwa znajduje się zupełnie nową jakość.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...