sobota, 22 sierpnia 2009

Nowy Jork: Zwierzaki!

Przede wszystkim ważna informacja (którą już zresztą podzieliłem się z Twitterem i Facebookiem) - w końcu widziałem szczura w nowojorskim metrze! Był taki może nie za duży, ale za to żwawo sobie dreptał między torami, wymachując swoim długim ogonem. Nawet usiłowałem zrobić mu zdjęcie, ale wyszły dwa wielkie rozmazane gluty, a potem nadjechał pociąg. Tak więc zdjęć nie ma, ale szczur był, a na zdjęcia się jeszcze zapoluje. Za to zamiast zdjęć szczura mam takie coś:




Można się zastanawiać, czy trucie szczurów dokonane 9 lat temu w czymś pomaga (jak widać nie wszędzie, bo szczury są). Pytanie też, po co dokładnie informować o tym publiczność. Natalia stwierdziła, że to na wypadek, gdyby ktoś chciał zejść na tory i zacząć lizać szyny. W takim wypadku ja szyn lizać nie będę. Przy okazji wyszło na jaw, że nowojorczycy nienawidzą szczurów. Nie wiem czemu, to sympatyczne stworzenia.


Trucie zresztą jest czymś, co w Nowym Jorku robi się często i sprawnie. Dlaczego w mieście nie ma bezpańskich psów ani kotów? Bo są wytrute. Tutejsi uważają to za naturalny proces. Ale nic to, udało mi się spotkać jednego kota. I, proszę państwa, oto pierwszy (i pewnie ostatni) nowojorski kot. Na smyczy.




Za to pełno jest w mieście wiewiórek. I to nie tylko w Central Parku, gdzie jest oczywiste, że jest ich cała masa, ale też w innych, mniejszych parkach. Jest na przykład taki park na Union Square - kilka metrów kwadratowych drzew, a wiewiórki pomykają w te i wewte po chodnikach, no i po tych drzewach. Można je przydybać, jak się chowają tu czy tam. Bardzo sympatyczne stworzenia. Czasem nawet rzeczywiście jedzą sobie to i owo.






W Central Parku w ogóle towarzystwa jest sporo. W jeziorkach jest masa kaczek. Kaczki, jak to kaczki, pływają sobie, coś sobie wyskubują z piór, a często też całe towarzystwo wyłazi na murek nad jeziorkiem i siedzi. Nowojorskie kaczki ludzi nie za bardzo się boją, więc naprawdę blisko można podejść, a one nic. Wcale im się nie widzi zmykanie do wody.




Jest też w Nowym Jorku dzik. Tak w okolicach Queensborough Bridge. Nie jest może najbardziej żywym dzikiem ze wszystkich dzików świata, ale jest okazały i twardy, jak na dzika przystało. A pod nim łażą sobie jaszczurki, ślimaczki, żabki - cała masa towarzystwa. Myślę, że to dobrze dla miasta, jak mieszka w nim porządny dzik. Jakoś tak rzeczy są bardziej wtedy poustawiane.




Psów bezpańskich w Nowym Jorku nie ma, ale za to są psy na wystawach sklepowych. Idąc w nocy przez miasto i oglądając wystawy można na przykład znaleźć takie oto przesympatyczne stworzenie:




Za to na plaży (bo w tym mieście są plaże!) są mewy. Tyle że są jakieś niesamowicie wielkie. Amerykańskie. A może chodzi o to, że w pobliżu tej plaży była dzielnica rosyjska, i to rosyjskie mewy? Któż to może wiedzieć. Tak czy inaczej, sporawe ptaszyska.




I na koniec smutny akcent: martwa panda. Tak, to nowojorczycy są odpowiedzialni za to, że pandy są na skraju wyginięcia. Po prostu wszystkie rozjechało metro.




Tym kolejowym akcentem żegna się z Wami nowojorska sowa (bo jest bardzo bardzo późno, gdy to piszę):




Dobranoc.

5 komentarze:

  1. Bo te wiewórki taki szczurowate mają, to pewnie dlatego jest ich tak wiele - jak szczurów.

    OdpowiedzUsuń
  2. A skąd wiesz o tym truciu bezpańskich zwierzaków? Znajoma mówiła, że bardzo długo czeka się na adopcję zwierza ze schroniska, ale byłam przekonana, że to dzięki systemowi kontroli potencjalnych właścicieli...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest jeszcze jedna opcja: może po prostu tych psów i kotów nie ma, bo zjadają je wielkie aligatory żyjące w kanałach. To też brzmi możliwie...

    OdpowiedzUsuń
  4. The owl is extremely funny, given your propensity for never going to sleep. However, what the entry lacks is a large eyed, long tongued Boston native with four legs....

    OdpowiedzUsuń
  5. Szok martwą pandą. Aż trudno uwierzyć że to serio żyjąca onegdaj panda. [*]

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...