sobota, 22 sierpnia 2009

Nowy Jork: Zupa nocą

Hmm, wygląda na to, że mam 2,5 dnia opóźnienia we wpisach, więc spróbuję to trochę nadgonić.

Chinatown, Little Italy, Soho

Do Chinatown wybraliśmy się wieczorem po powrocie z Bostonu, razem z Anetą i Michałem. Przywitała nas wielka reklama Chinatown Wars na Nintendo DS, więc wiedzieliśmy, czego się spodziewać. Nieco zabłądziliśmy raz czy drugi, ale symbol McDonaldsa z nazwą napisaną chińskimi literami był już jasną wskazówką. Burger King też był opisany po chińsku, ale co ciekawe - Starbucks już nie. 



Oczywiście dotarcie na miejsce nie było proste: musieliśmy stoczyć wiele walk kung-fu z chińskimi gangami. W końcu trafiliśmy do jakiejś sympatycznej (i zachęcającej smakowitościami na witrynie) restauracji, gdzie mogłem zjeść zupę won-ton z owocami morza, nerkami i wątróbkami. Była całkiem smaczna, szczególnie po dodaniu sporej ilości ostrego sosu chili.


Niemniej jednak ogólne wrażenie z Chinatown jest takie sobie: wydaje mi się, że londyńskie jest po prostu fajniejsze. Tutaj jakoś brakowało tradycyjnych bram i większej liczby dekoracji. No i małe to takie.

Tuż obok Chinatown rozciągają się Małe Włochy, czyli Little Italy. Miejsce pełne włoskich knajpek, dość sympatyczne. Bardzo chcieliśmy zjeść tiramisu (na nic innego po dość obfitej chińszczyźnie nie mieliśmy już siły), więc udaliśmy się do kawiarni, zamówiliśmy tradycyjne oryginalne tiramisu i... cóż, było takie sobie. Może Little Italy znaczy bardziej "mało włoskie"?


Ciekawszą rzeczą było to, że obok kręcono jakiś film (czy też reklamę, kto ich tam wie). Tłum gapiów, który się zbierał, próbowały opanować jakieś osoby z obsługi, odganiając wszystkich, zakazując robienia zdjęć (bo Ameryka to taki wolny kraj, w którym każdy może zakazać ci robienia zdjęć, to jasne). Szło to dość opornie. Ciekawi mnie, jak się w rzeczywistości kręci takie duże sceny na ulicach, w których reżyserowi zależy na naturalnym zachowaniu tłumu  - przecież nie da się uniknąć faktu, że ludzie się zwyczajnie gapią. Natalia twierdzi, że wtedy wszyscy dookoła to po prostu statyści i jest ich cała masa. Cóż, możliwe.


Kolejna dzielnica w pobliżu to Soho. Jest to zupełnie inne Soho niż londyńskie - to po prostu dzielnica zakupowa. Byliśmy tu jakoś późno, więc w zasadzie wszystko było pozamykane, można było sobie po prostu połazić po uliczkach. Ciekawostką jest natomiast to, skąd się wzięła nazwa Soho. Oznacza to po prostu "South of Houston Street". 

Na Soho znaleźliśmy sklep albo wystawę (nie jestem pewien) o nazwie Evolution. Witryna pełna była najróżniejszych atrakcji, takich jak ten ktoś na poniższym zdjęciu.


Były kryształowe czaszki (znane choćby z Indiana Jones IV), był kieł mamuta, masa atrakcji. Ciekawostką tutaj był globus, który niby był wsparty na trzech nóżkach, ale jednak się obracał (tak jakby lewitował nad tymi nóżkami). Ktoś z Was wie, jak to działa?


Ostatnią rzeczą było Odditorium, czyli miejsce pełnego dziwnych rzeczy. W hallu był taki oto wir. Nie, żeby coś specjalnego, ale wiry zawsze są sympatyczne. 


W ogóle spacerowanie nocą po Nowym Jorku, szczególnie okolicach Times Square, jest szczególnym przeżyciem. Jest masa ludzi, wszędzie pełno świateł, wiele czynnych i ciekawych miejsc wkoło. Zupełnie niesamowita atmosfera. No i przez to, że zmieniają się mijani ludzie, co wieczór jest jakoś inaczej. To trochę jak patrzenie na morze czy ogień - one też nigdy nie są takie same.

 

8 komentarze:

  1. Anonimowy22/8/09 08:34

    You should have gotten cannoli, like a real New Yorker....

    OdpowiedzUsuń
  2. BTW, napotkałeś miejsce z prasą? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest jakiś kłopot, np. w GameStopie można kupić wyłącznie roczną prenumeratę tego GameInformera (mimo że stoją sobie ładnie egzemplarze na półce). Ale zobaczymy, co będzie dalej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Być może kiosk byłby dobrym tropem?

    OdpowiedzUsuń
  5. bez szans, w kioskach tego nie ma. ale spoko, udało się dorwać jeden egzemplarz, tyle że się trochę pomiął :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy25/8/09 17:21

    Ani słowa o spotkaniu z pewną tubylczynią. A hipciu jest słodki.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...