sobota, 22 sierpnia 2009

Nowy Jork: Spacer po Central Parku

Central Park już z góry wygląda, jakby nie dało się go obejść. Obszar parku jest ogromny. W jedną stronę jest do przejścia jakieś 50 przecznic, więc sporo. Chodzi się po nim jednak dość fajnie, bo w sumie - cóż, wygląda jak park. Jest wiele ładnych rzeczy, rzeźb, jeziorek, mostków, które urozmaicają spacer. W Central Parku jest też zoo, do którego nawet za bardzo nie trzeba wchodzić, bo część zwierząt widać zza płotu. Gdy się zgłodnieje, ma się do dyspozycji całą masę budek z hot dogami (a wiadomo przecież, że prawdziwy nowojorski hot dog  z ulicy jest najlepszy na świecie). Jedyny problem jest taki, że przy upałach, które tu panują, oczekiwałoby się, że w parku będzie chłodniej. A tu guzik - wcale nie jest chłodniej. Słońce wprawdzie tak ostro nie świeci, bo drzewa dają cień, ale za to nie ma żadnego przewiewu, więc patelnia jest straszliwa.



Pierwszą rzeczą, którą spotkałem w parku, tuż obok zoo, był zegar ze zwierzakami. Akurat była punkt dwunasta (niezłe szczęście!), więc zegar wygrywał melodyjkę, a zwierzaki tańczyły wkoło. Świetna sprawa.


W parku można też spotkać całkiem miłe osoby. Na przykład Hansa Christiana Andersena, który przysiadł sobie nad jeziorkiem z książką, kapeluszem i gęsią. Ale to jeszcze nic. Ważniejsze, że jest tam też Alicja razem z całym inwentarzem: kotem, kapelusznikiem i całą resztą. To jest dopiero spotkanie! No i można przysiąść sobie na grzybku, tylko trzeba uważać, bo grzybek metalowy i nagrzewa się w słońcu straszliwie. 



A w okolicy Teatru Marionetek można też dostrzec Romea i Julię. Tu akurat spotkałem ich w tej weselszej części ich historii.


W parku są też ciekawe miejsca. Na przykład mostki. Chyba każdy mostek jest inny. Zwykle jakoś tak wychodzi, że przechodzi się pod mostkami, sam nie wiem czemu. Czasem na mostkach (albo pod mostkami) jest ulica, a czasem nie. Czasem po prostu przechodzi się pod mostkiem i jest się w jakimś inaczej wyglądającym miejscu, na przykład przy wielkim jeziorze, albo nad kanałami.


W parku są też całkiem spore budowle. Poza wspomnianym teatrem spotkałem też zamek jak się patrzy, z wieżami, blankami i wszystkim.


Jest też fontanna Bethesda (naprawdę niesamowicie urocza zresztą), koło której jest jakaś taka grecka prawdopodobnie budowla. Ze stanu ruin można wyczytać historię tego artefaktu. Grecy przypłynęli tu z innej części Laurazji, gdy jeszcze kontynenty nie były podzielone (bo wiadomo, że pływali jedynie blisko brzegu), zbudowali tę konstrukcję, a następnie odpłynęli. Od tego czasu budynek był poddany deszczowi i wiatrowi, a także powodziom (stąd tak duże zniszczenia od wody pod dachem), ale na szczęście dotrwał do naszych czasów.



Co do spotkań, to warto też zwrócić uwagę na dzieła powstałe i niepowstałe. Są w Central Parku muzycy, tacy jak pan z poniższego zdjęcia (swoją drogą w Nowym Jorku w ogóle jest masa ludzi i zespołów, grających na żywo na ulicach, i zwykle naprawdę dają radę).


Można też zobaczyć, jak Central Park zmienia się, przetworzony przez wyobraźnię malarza. Bo na przykład zmienia się tak.


A co poza tym? Jest tu wielkie jezioro, które ma (a raczej chyba miało) stanowić zapas wody dla całego Manhattanu. Są bardzo ładne skałki i pagórki porośnięte lasem, położone pomiędzy rzeczkami, po których pływają takie jakby gondole. Niemal wszędzie zza drzew w oddali wynurzają się wieżowce.



Można też dostrzec dom, w wejściu którego został zastrzelony John Lennon. To ten z flagą, po prawej.


A na koniec ciekawostka. Wiecie co się dzieje, gdy zepsuje się np. huśtawka na placu zabaw? Przyjeżdża Doktor Plac Zabaw i naprawia!


2 komentarze:

  1. Anonimowy22/8/09 09:33

    What part of Romeo and Juliet would you rather see? When she drinks the poison or he does?

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...