poniedziałek, 24 sierpnia 2009

Nowy Jork: Metropolitan Museum of Art

Met jest jednym z największych i najważniejszych muzeów świata. To taki amerykański Luwr albo British Museum: wielka kolekcja zawierająca unikatowe zabytki egipskie, wielka kolekcja sztuki afrykańskiej i południowoamerykańskiej, sztuka europejska ze wszystkich okresów, no i przede wszystkim sztuka amerykańska. Wielki i przepiękny budynek, wypełniony zabytkami ze wszystkich epok i kultur. 

Niestety, to wszystko sprawia też, że to po prostu kolejne dość nudne muzeum (przynajmniej dla mnie).

Takie muzea mają to do siebie, że można je zwiedzać na dwa sposoby: albo zarezerwować sobie tydzień i oglądać wszystko dokładnie, i pewnie nawet jeśli nie jest się wielkim entuzjastą widelców perskich, można się z tego wszystkiego przynajmniej sporo dowiedzieć. Drugi sposób jest niewątpliwie łatwiejszy i przyjemniejszy: można poświęcić na to 3-4 godziny, przebiec przez całość, zatrzymując się przy kilku wybranych ciekawych eksponatach, którym w jakiś sposób udało się przykuć moją uwagę. Ja oczywiście wybrałem to drugie rozwiązanie. Metropolitan ma ciekawą cechę - nie trzeba płacić tu określonej sumy za bilet (mimo że jest kwota sugerowana, wynosząca 20$), wystarczy zapłacić tyle ile się chce. Można nawet jednego centa.




Pierwsza rzecz, której warto się przyjrzeć, to architektura budynku. Jest on po prostu ładny i w jakiś sposób oddaje swoim klimatem istotę bycia wielkim muzeum. Monumentalny, w pewnym sensie prosty, ale efektowny.



Szczególnie dobre wrażenie robi dział sztuki rzymskiej, bo same sale wyglądają jak rzymskie budowle. No i można obejrzeć masę rzeźb rzymskich, na przykład taką oto Artemidę.


Fajna jest wystawa sztuki Afryki i Oceanii, głównie dlatego, że można tam spotkać wiele fascynujących stworzeń. Są tam na przykład ptaki z talerzami zamiast oczu. To wygodne np. na piknikach, bo nie trzeba zabierać zastawy. Po prostu wydaje się odpowiedni dźwięk, ptak przylatuje, kładzie się na boku, zjada się dajmy na to jajecznicę, a potem ptak po prostu odlatuje. Nawet śmieci nie zostają - to bardzo praktyczne, ale zarazem ekologiczne rozwiązanie.


Niezły jest też człowiek, którego ktoś złapał dłonią za nos i ta dłoń się do rzeczonego nosa najwyraźniej przykleiła na zawsze. Cóż, pewnie nie miał potem łatwo, bo ciężkie jest życie z czyjąś dłonią na nosie. Człowiek chce sobie poodychać przez nos, a tu ta obca dłoń ów nos zatyka i nic się poradzić nie da.


Inny ciekawy dział to francuskie art deco - tu na przykładzie pewnego zwierzaka. Robi wrażenie, prawda?


I jak już jesteśmy przy zwierzakach, to warto też wspomnieć o jednym. W tym muzeum znajduje się drugi w Nowym Jorku kot. Ten niestety nie jest żywy, jest za to bardzo długi, co też jest jakąś zaletą, z braku innych. Więcej kotów po prostu nie ma. Takie to miasto. Są wyłącznie - jak to Maciek mówi - szczurowate wiewiórki.


Jest też taka oto maszyna napędzana silnikiem Diesla, którą nawet udało mi się uruchomić, wzbudzając tym samym przestrach wszystkich stojących w pobliżu. Maszyna zrobiła, co miała zrobić i się sama po chwili wyłączyła, znaczy się - działa.


Jest dużo malarstwa z różnych epok, również europejskiego - jak wszędzie. Poniższy portret ilustruje pewną nocną wiedźmę, która właśnie odwiedza lapońskie czarownice. Takie to się rzeczy wyczyniało 200 lat temu.


Można też spotkać coś bardziej niezwykłego - wielkiego rekina w formalinie. Tego dzieła sztuki nie wolno fotografować, dlatego po prostu zapamiętałem dokładnie, jak wyglądał, a potem w Photoshopie odwzorowałem z pamięci ten wygląd piksel po pikselu. Wyszedł całkiem nieźle, prawda? To dlatego, że zawsze, bez wyjątku, przestrzegam narzuconych w muzeach głupich reguł.


Ciekawe było Skrzydło Amerykańskie, szczególnie fragment z rzeźbami. Niektóre z nich po prostu bardzo silnie wyrażają emocje i przez to robią na mnie duże wrażenie. Poniżej kilka przykładów.






W Skrzydle Amerykańskim jest też kawiarnia z widokiem na rzeźby, no i w ogóle jest to fajne miejsce, żeby sobie posiedzieć, odrobić lekcje, poczytać książkę. Jak widać wszyscy z tego korzystają (wrzucam to zdjęcie, bo nawet podoba mi się takie traktowanie muzeum - jako miejsca, w którym przebywa się wśród sztuki, a nie tylko przychodzi dla sztuki).


No i na koniec wystawa egipska - bardzo duża i zawierająca całą masę wspaniałych eksponatów. Są tu przeniesione całe fragmenty ścian, a nawet całe budynki. Jest tego naprawdę mnóstwo.




W szczególności można tu zobaczyć świątynię Dendur z Nubii, która została tu przeniesiona w całości (!) w 1963 roku, gdy w Asuanie była budowana tama na Nilu. 






No i na koniec dwa stworzonka. Jedno to małe lwiątko - niezwykle sympatyczne, prawda?


A drugie niebieskie i bardzo znane, jako że jest maskotką Metropolitan - i jest nim hipopotam William.


I to w zasadzie wszystko już z Nowego Jorku. Oczywiście będą jeszcze zdjęcia, a może kilka luźnych wpisów na ten czy inny temat (na przykład muszę coś w końcu napisać o nowojorskim metrze, ale mam jakąś niewiarygodną liczbę zdjęć z tego metra, więc najpierw muszę je sobie przejrzeć). Niemniej jednak wakacje się skończyły, czas wracać do domu.

3 komentarze:

  1. Zawsze zastanawia mnie zasadność kolejnych zakazów fotografowania. Rozumiem zakaz używania flesha - bo źle wpływa na farbę na przykład, ale cakowity zakaz? Chyba, że zakładamy, że zwiedzający są kretynami, którzy robią zdjęcia na automacie, a że w środku ciemno to wychodzą zdjęcia z fleshem właśnie.
    A rekonstrukcja pikselowa rekina wyszła ci świetnie. Pojechałeś jednak z własnym odbiciem w szybie. Rozumiem jednak, że to jak podpis, wszyscy artyści tak robią! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale tam to było zupełnie bez sensu, bo w całym muzeum wolno było fotografować wszystko poza tym jednym eksponatem. Więc oczywiście nie zauważyłem zakazu fotografowania, podszedł do mnie pan i kazał mi skasować to zdjęcie. Więc tak też zrobiłem, musiałem zdać się na pamięć. Może to odbicie jest przez to, że źle zapamiętałem niektóre piksele, sam nie wiem :-).

    OdpowiedzUsuń
  3. Może ten rekin przed śmiercią zastrzegł w testamencie, że może być wykorzystywany do wszystkiego ale na foty się nie zgadza? Swoją drogą, rzeczywiście, pamięć masz iście fotograficzną ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...