środa, 8 stycznia 2014

2013


W ramach dalszego poafrykańskiego ogarniania małe wycieczkowe podsumowanie 2013 roku, bo już chyba najwyższy czas.


Statystyki były dobre. Zdecydowanie najwięcej wycieczek kiedykolwiek, choć średnia długość - z konieczności - raczej krótka. Niemniej wyjazdy weekendowe zdecydowanie rządzą. Tak czy inaczej, byłem w 33 krajach, a to całkiem sporo. Odbyłem w tym roku jakoś ponad 50 lotów, a to też sporo. Fajnie, że mamy tanie linie.

Kraje z 2013 roku: Albania, Austria, Belgia, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria, Chorwacja, Czarnogóra, Francja, Gambia, Holandia, Iran, Irlandia, Islandia, Kosowo, Kuwejt, Liechtenstein, Macedonia, Malediwy, Martynika (fr.), Monako, Niemcy, Rumunia, Saint Lucia, Senegal, Serbia, Słowenia, Szwajcaria, Turcja, Ukraina, USA, Węgry, Wielka Brytania, Włochy, ZEA.

Odległość (liczona bardzo zachowawczo, bo w liniach prostych) to jakieś 110.000 km. W 2010 roku było lepiej, ale wtedy byłem jednak z pół roku w podróży, jak nie dłużej. Teraz tak dobrze nie było.


Rzeczy dobre:

  1. Po raz pierwszy odwiedziłem Bliski Wschód (Kuwejt i Dubaj) i nie było strasznie, a na pewno ciekawie. Burze piaskowe robią wrażenie i uczą, że dobrze mieć twarz zasłoniętą chustą. Widok z Burj Khalifa robi niesamowite wrażenie. Obywatele, którzy nie muszą pracować, bywają nawet mili, ale expaci, którzy pracować muszą, z reguły są milsi. 
  2. Odwiedziłem Iran, co sprawiło, że doświadczyłem największej chyba gościnności, jakiej doświadczyłem gdziekolwiek. Szczerze polecam. 
  3. Skopje w Macedonii okazało się zupełnie niespodziewanie fantastycznym miejscem. Płyta Mezzanine Massive Attack w naturalny sposób zmiksowana ze śpiewem muezzinów to było jakieś absolutnie magiczne doświadczenie. Nie wiem, na ile oczywiście pomagał w tym wszystkim absynt. W ogóle Bałkany dają radę, choć fajnie jest unikać tłoku. 
  4. W zasadzie zamknąłem temat małych krajów europejskich, przynajmniej tych uznanych (Abchazja, Osetia Pd i Naddniestrze przede mną). I cóż, chyba wszystkie dają radę i warto się do nich wybrać, choć z różnych powodów. Niektóre, jak Liechtenstein, są po prostu dziwne. 
  5. Okazało się, że wyspy Oceanu Indyjskiego są w zasadzie równie fantastyczne, jak wyspy Pacyfiku. Dobrze to wiedzieć, a jeszcze lepiej tam być. Teraz się zastanawiam, jak tam wrócić na stałe. 
  6. Spodziewałem się, że Islandia jest fantastyczna i się nie zawiodłem. Coś czuję, że to miejsce, do którego będę wracać. Szczególnie, że dostałem zaproszenie do pałacu króla elfów i prawie do niego trafiłem. Sam nie wiem, czy to „prawie” to w tym wypadku dobrze czy niedobrze. 
  7. Prypeć nie do końca jest takim opuszczonym miastem, jak można by chcieć, ale mimo wszystko osiedla mieszkaniowe zarośnięte lasem mają swój urok. 
  8. Afryka nie zawiodła. Ten kontynent ma coś takiego w sobie, co przyciąga. I nie wiem, czy chodzi tu o żyrafy i guźce, albo o wielkie baobaby, ale może właśnie o nie. Szczególnie, jak okazało się, że sok z owocu baobaba jest o rany ale smaczny. 
  9. Okazało się, że czasem jeżdżenie samochodami jest nawet przyjemne. Fajnie się jeździło camarro po amerykańskich autostradach, fajnie się też pruło jeepem w Senegalu po wydmach na brzegu Atlantyku o zachodzie słońca. 
  10. Po raz pierwszy w życiu miałem świetliki nałapane w słoik. Były super. Kolibry też były super. Dlatego Karaiby też polecam. 
  11. Lotów było dużo, ale były też - na szczęście - pociągi. Europejskie, ale akurat europejskie są też fajne. Przejechałem się Eurostarem (którym już kiedyś jechałem) i Thalysem (którym chyba jeszcze nigdy nie jechałem). Pociągi w Szwajcarii też oczywiście zawsze dają radę. Miałem też dla kontrastu kilka fascynujących doświadczeń z PKP, ale to inna historia.
  12. Zjadłem wieloryba. 


Rzeczy takie sobie:

  1. Czas chyba zacząć jeździć na dłuższe i konkretniejsze wycieczki. Krótkie i weekendowe są fajne, ale ciężko powiedzieć, żeby były super tanie, z różnych powodów. Choćby takich, że akurat Europa ogólnie przesadnie tania nie jest. A to ma swoje konsekwencje.
  2. Słabo jest na blogu. Nie mam jakoś ochoty pisać, bo wydaje mi się, że i niewiele mam do napisania. Podobnie zresztą ze zdjęciami. Choć trochę notatek tu i ówdzie jest, zobaczymy co z tego wyniknie. 
  3. Udało mi się trafić do szpitala w dwóch odległych dość krajach. Nic poważnego się nie stało, ale chyba dobrze by było tej tendencji akurat nie kontynuować, a już na pewno nie rozwijać. 
  4. Udało mi się też być nieostrożnym w nocnym pociągu (ok, przedział był zamknięty od środka, ale wciąż mogłem być ostrożniejszy). Jest z tego dobra historia, ale były też całkiem spore konsekwencje kosztowe. 
  5. Francuskie kolonie bywają nudne i francuskie. Zdecydowanie Karaiby zyskują na kolorycie, jak się opuści terytorium Unii Europejskiej. 
  6. Dobrze jest nie nagrywać zbyt wielu zdjęć na duże karty pamięci. Karty pamięci wbrew pozorom padają bez powodu, i - jak się okazuje - czasem nie da się nic z nich odtworzyć. I długie godziny spędzone na próbach zrobienia udanego zdjęcia kolibrowi okazują się taką jakby stratą czasu. 
  7. Malarone nie jest przyjemny w użyciu, oj nie. Po wyjeździe na 2 tygodnie (trzeba go wtedy zażywać ze 3 tygodnie) mam już szczerze dość, słabo sobie wyobrażam stosowanie go przez dłuższe okresy czasu.
  8. Lot do USA z czterema przesiadkami wydaje się fajną przygodą i możliwością zwiedzenia tego i owego po drodze, ale okazuje się, że nie wszyscy jesteśmy już strasznie młodzi i czasem zwiedzanie w stanie kompletnego wykończenia nie będzie aż tak dużą frajdą, jak się wcześniej wydawało. 
  9. Niemiecka część Uznamu jest ładniejsza od polskiej. Nie wiem dlaczego, ale tak po prostu jest.
  10. Strasznie duży jest świat. Po każdej wycieczce jest niestety coraz większy. Choć to chyba akurat nie jest minus. Ale minusem jest to, że wciąż nie mam pomysłu, jak to zrobić, żeby zwiedzać bez przerwy ;-) 

Więcej plusów niż minusów, czyli chyba dobrze. A na zdjęciu: łódki nocą na rzece Saloum (Senegal).


środa, 4 września 2013

Stralsund

Stosunkowo blisko ze Świnoujścia jest do Stralsundu. Fajne miejsce - duże stare miasto, część budynków z XIII i XIV wieku. Poza tym jedno z największych w Europie oceanariów, ale tam akurat trzeba będzie się wybrać pewnie przy następnej okazji.

Problemem w takich krótkich wyjazdach jest to, że w te weekendy, gdy chce się zwiedzać, to nie powinno się zbyt długo spać. A to nie zawsze się udaje ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...